Nowy ceramiczny dach kaplicy

Ocena: 0
1541
Wiele lat temu podczas remontu dachu kaplicy parafii ewangelicko-augsburskiej pw.
św. Mateusza w Łodzi wymieniono nadwerężoną więźbę drewnianą na konstrukcję stalową, a całość przykryto dachówką cementową. Do jakości prac można było wówczas mieć zastrzeżenia, ale ponieważ rzemiosło dekarskie było w powijakach zostało jak zostało. Tak czy inaczej dach na kaplicy był nie lada wyzwaniem dla dekarza, który remont wykonał, a wszystko ze względu na krzywizny połaci.


Prace rozbiórkowe przeprowadzano sprawnie połać po połaci

Prace remontowe wykonywał pan Andrzej Krawczyk, a nadzór ze strony parafii pełniła pani Beata Hejman-Soczyńska. Sposób przeprowadzenia naprawy dachu był roztrząsany na wiele sposobów i wiele miesięcy przed jego rozpoczęciem. Oglądano go i z wierzchu, i od spodu. W końcu powstała koncepcja wyprostowania połaci.

Dach na kaplicy św. Mateusza ma kształt krzyża równoramiennego i nachylony jest pod kątem około 45 stopni. Mamy tu więc do czynienia z czterema długimi koszami i ośmioma połaciami. Z trzech stron dach kończy się ścianami szczytowymi wychodzącymi ponad połać i obrobionymi blachą miedzianą, z czwartej zaś przylega do elewacji półokrągłej absydy kościoła św. Mateusza. Dach pozbawiony jest rynien, ponieważ w dwóch częściach kończy się na płaskich dachach pokrytych papą termozgrzewalną, a w dwóch dochodzi do swego rodzaju koryt umiejscowionych za wieżyczkami, w których to znajdują się klatki schodowe. Koryta te również wykończone są papą termozgrzewalną.


Po odkryciu połaci dokładnie można było przyjrzeć się nierównościom metalowej konstrukcji. Dekarz Sebastian Bartosik przy jednym z najbardziej nierównych fragmentów połaci, które trzeba było wyprostować


W tych wszystkich miejscach zawsze istniał problem zalegania znacznych ilości śniegu, co znacząco wpłynęło na sposób wykonania okapów dachu kaplicy. W centralnym miejscu dachu, na połączeniu czterech koszy i czterech kalenic stał drewniany element obrobiony blachą miedzianą. Pełnił on funkcję wentylatora, ale także ukrywał nierównoliniowość kalenic – a zatem i gąsiorów – po przeciwległych stronach.


Ekipa pana Andrzeja Krawczyka rozpina sznurki i wyznacza płaszczyznę na połaci


Żagle na dachu
Remont dachu został wykonany od połowy lipca do połowy września. Największym zagrożeniem była pogoda – opady mogłyby wyrządzić spore szkody. Andrzej Krawczyk rozbierał połać po połaci i naprawiał je, zakrywając szczelnie wielkimi plandekami zwijanymi na kalenicy na czas pracy niczym żagle na pełnomorskim żaglowcu. Na płaskich dachach po stronie południowej i północnej zorganizowano miejsca pracy i przeładunku. Aby nie uszkodzić papy termozgrzewalnej, A. Krawczyk rozłożył w tym miejscu kilkadziesiąt metrów kwadratowych wykładziny dywanowej – takie zabezpieczenie sprawdziło się doskonale.


„Zbyt mocno otwarta” kalenica – folia dachowa kończyła się metr pod nią


Technologia wyrównywania połaci wyglądała następująco. Po rozebraniu połaci, po oczyszczeniu konstrukcji stalowej z zamocowanych do niej różnych desek, do boku każdej „metalowej krokwi” przykręcano belkę o przekroju 6 × 18 cm i długości 8 m. Belki te to tzw. klejonka. Drewno było suszone i heblowane. Z długich na 8 m elementów ucinano zaledwie ok. 30 cm i podcinano w kilku miejscach, dopasowując je do metalowych dźwigarów. Belki te mocowano następnie do dźwigarów solidnymi ściskami stolarskimi i co 100 cm wiercono otwory pod śruby o średnicy 12 mm. Zużyto około siedemdziesięciu bardzo drogich wierteł, sprowadzanych przez specjalistyczny sklep na zamówienie.


Natychmiast po zdjęciu starej dachówki rozwijano żagle – plandeki zabezpieczające przed deszczami. Przydały się one co najmniej kilka razy


Szukanie płaszczyzn
Nie lada wyzwaniem było szukanie prostych płaszczyzn na połaciach. Na przekątnych każdej połaci oraz wzdłuż krokwi rozpięto sznurki i próbowano wyznaczyć miejsca odbiegające od płaszczyzny. Nierówności potrafiły zaskakiwać, bo miejscami sięgały nawet osiemnastu centymetrów. Belki należało więc nadbijać.


Przy szczytach po wyznaczeniu nowych płaszczyzn poszczególnych połaci trzeba było podkuć cegły pod łatami


Właśnie wyznaczanie płaszczyzn na połaciach  dachu i mocowanie belek zajęło najwięcej czasu, pozostałe pracy nie odbiegały od standardowych robót dekarskich. Potem już szło. Po rozłożeniu na połaci folii wstępnego krycia przechodzono na następną połać. Nie można było nabijać łat, ponieważ łacenie trzeba by rozpoczynać od łaty tuż pod kalenicą. Cały problem polegał na tym, że nowe płaszczyzny na przeciwległych połaciach mogły wyznaczyć inną linię kalenicy. Zatem dopiero po wyrównaniu połaci po przeciwnych stronach kalenicy można było je rozmierzać pod dachówkę.
Podobny problem geometryczny pojawił się w związku z koszami.

Zaspy w koszach
Połać po połaci wyremontowano cały dach i mimo kilku potężnych ulew, doprowadzających pana Andrzeja i panią Beatę do bezsennych nocy, udało się tego dokonać bez przecieków. Bywało, że pierwszą czynnością o poranku po takiej ulewie była wędrówka po kaplicy i obserwacja stropów.
Sucho... Uff... Ulga.


Na połączeniu kalenic znajdował się „gołębnik” – obrobiona blachą miedzianą drewniana konstrukcja elementu wentylującego poddasze. Nadbudówka została zdemontowana


Współpraca między wykonawcą a nadzorem układała się dobrze, a pojawiające się problemy techniczne dyskutowano, dzięki czemu zawsze udało się wypracować wspólną koncepcję rozwiązania.
I tak dla przykładu pani Hejman opowiadała o potężnych ilościach śniegu zalegających na przyległych płaskich dachach, co skutkowało zawaleniem połaci i koszy na dachu kaplicy. Zaspy w koszach osiągały wysokość nawet czterech metrów! Śnieg powodował więc dwa problemy: przedostawał się pod połać przez szczelinę pod pierwszą dachówką i tam topił się oraz całkowicie blokował wentylację podpołaciową.

Zdecydowano zatem, że pod pierwszymi rzędami dachówki ułożona zostanie płyta osb, na nią wklejona zostanie specjalna papa modyfikowana i dopiero od około metra od linii okapu zacznie się folia wstępnego krycia. Aby wilgoć ze śniegu nie zniszczyła w okapie kontrłat, zaimpregnowano je specjalnym preparatem. Pierwszą łatę zabezpieczono obróbką z tytan-cynku wykonaną tak, żeby nie blokowała szczeliny między kontrłatami.


Rozwiązanie okapu. Na pierwszej łacie zamontowano chroniącą ją obróbkę blacharską wygiętą w taki sposób, że między blachą a papą pozostawiono szczelinę


W celu zapewnienia wentylacji podpołaciowej w sytuacji, gdy cały okap zasypany będzie śniegiem i przedostawanie się powietrza przez kratkę wentylacyjną w okapie i między kontrłatami będzie po prostu niemożliwe, w czwartym rzędzie od dołu w każdej przestrzeni międzykrokwiowej wstawiono dachówkę wentylacyjną wspomagającą w ten sposób wentylację.

Wykończenie
Rozmierzanie dachu o wyprowadzonych płaszczyznach pod pokrycie to dla wprawnego dekarza zadanie rutynowe. Tu sprawa była w dodatku ułatwiona, ponieważ wybrane na pokrycie dachówki Rubin 13V z oferty RuppCeramiki mają wyjątkowo dużą tolerancję łatowania (do 3 cm). Po wyprostowaniu połaci kalenice znalazły się na tej samej wysokości i były niemal dokładnym przedłużeniem na przeciwległych ramionach dachu. Nie było więc konieczności wstawiania tam maskującego nierówności jakiegokolwiek elementu.

Na kalenicach pod gąsiorami zastosowano mocną taśmę uszczelniająco-wentylacyjną MetalRoll. Jej wyróżniającą cechą jest zmienna szerokość krycia, mieszcząca się między 26 a 32 cm, dzięki czemu można ją wykorzystywać w różnych systemach dachówek. Inną interesującą cechą tej taśmy jest to, że w zewnętrznej części funkcyjnej wydłuża się ona nawet o 50%, co umożliwia przyklejenie jej zarówno do dachówek płaskich, jak i wyjątkowo głębokich profili dachówek.


Gotowy dach po remoncie. W czwartym rzędzie dachówek widoczne są dachówki wentylacyjne, które mają wspomagać wentylację w przypadku zasypania okapu śniegiem


Po północnej stronie dachu znalazł się wyłaz dachowy z klamką zamontowaną od strony zewnętrznej i wewnętrznej. Tędy prowadzi droga na poddasze, a z poddasza kaplicy wymienia się oświetlenie witraży kościoła. Wyłaz zamontowano na piątym rzędzie dachówki, aby zimą uniknąć zasypywania go przez śnieg. Do wyłazu prowadzi kilka stopni i ławeczka. Elementy te mocowane są do specjalnych aluminiowych dachówek systemowych, przykręcanych do łat i podpieranych dodatkową łatą w połowie długości. Rozwiązanie to daje stabilność i pełne bezpieczeństwo poruszania się po dachu.
Wyremontowany dach prezentuje się wspaniale i posłuży długie lata.

mgr inż. Przemysław Spych
Doradca techniczny Braas
i RuppCeramika
Zdjęcia: Autor


Źródło: Dachy, nr 1 (121) 2010
PODZIEL SIĘ:
OCEŃ: