Miedź - najtrwalsze i najtańsze pokrycie dachowe

Ocena: 0
1970
Artykuł to swojego rodzaju podsumowanie uczestnictwa w Salonie Dekarskim, który odbył się w listopadzie w Łodzi. Autor miał tam prelekcje oraz okazję do bezpośredniej dyskusji z dekarzami. Jego wnioski po spotkaniach nie są niestety optymistyczne
Podczas Ogólnopolskiego Salonu Dekarskiego miałem przyjemność prowadzić wykłady na temat „Technologia krycia blachą miedzianą na deskowaniu i inne zagadnienia blacharsko–dekarskie”. Frekwencja była znakomita – pierwszego dnia na sali było ponad 200 osób, a następnego dnia przybyło około 150 osób. Uczestnicy wykładu byli w różnym wieku: od bardzo młodego do już dość poważnego. Żywe dyskusje prowadzono nie tylko w czasie wykładu, ale także po nim, w kuluarach oraz na terenie stoisk.

Z przykrością stwierdziłem jednak, że duże braki w wiedzy na temat poprawnej technologii krycia dachów blachą miedzianą zaprezentowali dekarze z dużym stażem w zawodzie. Większość uczestników spotkania dopiero ode mnie po raz pierwszy usłyszała jak poprawnie wykonuje się pokrycia dachów blachą miedzianą. Poprawnie wykonane pokrycie blachą miedzianą grubości 0,55 mm osiąga trwałość ponad 300 lat. Natomiast pokrycie dachu miedzią w sposób prezentowany nawet przez bardziej doświadczonych dekarzy wytrzymuje maksymalnie 50 lat – potem z dachu pozostaje przysłowiowe sito.

Nic więc dziwnego, że wśród obecnych w Łodzi dekarzy utrwaliło się przekonanie, że nie warto kryć dachów blachą miedzianą, ponieważ takie pokrycie jest nietrwałe i po kilkudziesięciu latach trzeba je wymieniać na nowe, co oczywiście łączy się z dużymi kosztami.

Skąd bierze się taka niepochlebna opinia o tym szlachetnym materiale? Przyczyn tego jest co najmniej kilka.

Od wielu lat w zasadniczych szkołach zawodowych i w szkołach średnich nie naucza się zawodu dekarza-blacharza. Brakuje specjalistów-nauczycieli. Także na politechnikach uczą wielu mądrych rzeczy, ale technologia dachowych robót pokrywczych leży poza zainteresowaniem uczelni. Stąd młodzi inżynierowie i projektanci nie wiedzą, jak układa się blachę miedzianą, przyczyniając się do powielania błędów. Adepci sztuki blacharskiej nabywają wiedzę podczas praktycznej pracy na budowach u boku mentorów, którzy nie zawsze mają odpowiednią wiedzę.

Okazało się to na spotkaniu w Łodzi. Niemal każdy z obecnych, niezależnie od wieku i lat pracy wykonywał krycie dachu blachą miedzianą na deskowaniu na styk i pokrytym papą bitumiczną. O stosowaniu przerw między deskami i wentylacji spodniej strony blachy pokrycia nikt nie słyszał. Także stosowanie papy na deskowaniu pod pokrycie blachą miedzianą uważają za niezbędne. Mój wykład ilustrowany licznymi przezroczami był wprost pochłaniany przez słuchaczy.

Dodać należy, że w naszej literaturze fachowej brak informacji dotyczącej technologii krycia dachów blachą miedzianą. Pod koniec lat 80. Wydawnictwo ARKADY wydało kilkutomowe opracowanie pt. „Warunki techniczne wykonania i odbioru robót budowlano-montażowych”. W tomie I część 3 na stronie 21 podane są błędne informacje dotyczące zasad wykonania podkładu z desek pod pokrycie z blachy. Punkt 3 brzmi następująco: „Podkład pod pokrycie z blachy miedzianej powinien być wykonany z desek.” Podane są ogólne warunki dla podłoża z desek, takie jak grubość i szerokość desek, impregnacja, dopuszczalna wilgotność desek łączonych na wpust lub przylgę. I dalej mamy „W uzasadnionych przypadkach przy odpowiedniej sztywności podkładu dopuszcza się układanie desek na styk”.

Z punktu widzenia trwałości pokrycia i zjawisk, jakie mogą występować przy braku wentylacji spodniej strony pokrycia blaszanego, powyższy zapis jest błędny! Z tego zapisu wynika prawdopodobnie, że autor opracowania warunków technicznych wykonania i odbioru robót budowlano-montażowych obawiał się, że cienka blacha miedziana przy zbyt mało sztywnym podłożu może ulec uszkodzeniu. Poza tym generalną zasadą jest chodzenie po dachu nie po pokryciu, lecz po ławach dachowych i kominiarskich.

Blacha miedziana – jak każde pokrycie – musi być od spodu wentylowana! Jeśli układa się ją na deskowaniu, to musi na nim znaleźć się albo specjalna mata „z kłębkami” (nie paroszczelna papa bitumiczna), albo deskowanie nie może być pełne, lecz z przerwami. Skraplająca się na spodniej powierzchni blachy wilgoć albo będzie przez szpary w deskach kapać w dół, albo zostanie wywiana.

Jak widać, w polskim budownictwie wciąż jeszcze pokutują rozwiązania z poprzedniej epoki, gdy byliśmy niemal odcięci od świata i technologicznych nowości. Przykre to, bo dzisiaj, gdy nie ma już żadnych ograniczeń, ludzie z uprawnieniami budowlanymi w większości przypadków uważają, że skoro mają owe  uprawnienia, to już nie potrzebują się uczyć i pozostają przy przysłowiowej „podwójnej papie na lepiku”.


Niniejszy odcinek należy traktować jak wstęp, w kolejnym wydaniu miesięcznika zaprezentuję całość materiałów przedstawionych na Salonie.

Niżej, jako „memento”, podaję kilka przykładów błędnie wykonanych pokryć z blachy miedzianej; w każdym przypadku inwestycja miała projektantów, kierowników robót, nadzór inwestorski – wszyscy z uprawnieniami budowlanymi.

Akademia Rycerska w Legnicy
Są to cztery skrzydła zabudowane w prostokąt na styku z rynkiem, stanowiące zabudowę całego kwartału ograniczonego ulicami. Ponad 20 lat temu w ramach remontu został wykonany nowy dach, a właściwie remont konstrukcji, nowe deskowanie oraz pokrycie. Na deskowaniu leży papa, a na niej blacha miedziana. Remont przeprowadzono pod nadzorem wojewódzkiego konserwatora zabytków.

Kościół we Wrocławiu
przy ul. Macedońskiej i Bałtyckiej oraz Na Polance. Obiekt ma jeszcze niedokończone wieże od strony ulicy Na Polance. Duży dwuspadowy dach o konstrukcji drewnianej odeskowany, pokryty papą i następnie blachą miedzianą. Widząc początek robót pokrywczych, zwróciłem uwagę proboszczowi parafii. Moje uwagi na nic się nie zdały, ponieważ inwestor miał swoich „fachowców”, którzy wiedzieli lepiej.

Kościół Zielonoświątkowców i plebania we Wrocławiu przy ul. Karkonoskiej. Konstrukcja dachów drewniana, pokryta deskowaniem, na nim papa i następnie blacha miedziana. Okazało się, że kierownikiem budowy był wicedyrektor zespołu rzeczoznawców, od którego w czasach PRL otrzymywałem zlecenia.

Nieprawidłowa technologia robót blacharskich dowodziła, że nie miał on pojęcia o poprawnym układaniu blachy miedzianej na dachach. Dowód na mentalne zatrzymanie się w zamierzchłej epoce, bez potrzeby zdobywania nowych wiadomości.

Gmach Uniwersytetu Wrocławskiego i przyległego do niego kościoła akademickiego. Obiekty o bardzo dużej powierzchni dachu. W ramach remontu wykonano deskowanie połaci, które pokryto papą, a na niej położono blachę miedzianą. Interweniowałem u rektora uniwersytetu, władz budowlanych i państwowych. Zaoferowałem opracowanie stosownej ekspertyzy technicznej eliminującej błędy, zmniejszające koszty remontu, skracające cykl budowy i wydłużającej okres eksploatacji obiektu kilkakrotnie. Wszystko na nic. Pisma krążyły, dostawałem opinie niezależnych rzeczoznawców, podpierających się błędnymi zapisami w literaturze (m.in. z ww. pozycji z lat 80.). Na koniec tej sprawy muszę skomentować odpowiedź z Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego we Wrocławiu. 

Z treści pisma wynika, że Inspektorat nie ma ludzi odpowiednio przygotowanych do zawodu. Inżynier budowlany musi umieć nie tylko czytać, ale także analizować występujące zjawiska przyrodnicze i wyciągać stosowne wnioski. Stanowisko urzędu jest jasne już po pierwszym akapicie: „Zaproponowane przez Pana zmiany sposobu wykonania pokrycia dachowego budynku głównego Uniwersytetu Wrocławskiego są niezgodne z postanowieniami „Warunków technicznych…”. Wiele razy pisałem już, że warunki te są błędne, a obowiązkiem inżyniera jest analiza występujących zjawisk i stosowanie prawidłowych rozwiązań.

O ignorancji świadczy też ostatni akapit pisma i załączone kserokopie dwóch stron dziennika budowy.

Z treści tego akapitu wynika, że gwoździe ocynkowane były zabezpieczone przed stykiem z blachą miedzianą lepikiem asfaltowym. Okazuje się, że panowie inżynierowie z Inspektoratu nie wiedzą, że istnieje tzw. korozja bitumiczna. Styk blachy miedzianej ze stalowym ocynkowanym gwoździem papowym dotyczy małej, punktowej powierzchni, natomiast w przypadku pokrycia papiaków lepikiem asfaltowym zwiększa się powierzchnia tego styku z pokryciem. Bitum zaś niekorzystnie wpływa na powierzchnię miedzi. Utleniająca się powierzchnia bitumiczna wytwarza kwasy, które przy zetknięciu się z blachą miedzianą powoduje jej uszkodzenie.

Na końcu pisma inspektorzy próbują pokazać, że przyjmują część zarzutów i próbują wpłynąć na poprawę prac: „W wyniku Pana interwencji dla pozostałej części pokrycia dachowego, stanowiącej 70% całości, będą stosowane wyłącznie gwoździe miedziane”. Gwoździami tymi miała być przybijana do deskowania pap. Papiak ma jednak znacznie większą główkę niż zwykły gwóźdź, także miedziany – duża główka ma dobrze mocować papę do podłoża i nie uszkadzać jej. Przybijanie papy gwoździami miedzianymi spowoduje jej perforację przy każdym gwoździu.

Abstrahując od tego, że papa pod blachą miedzianą w ogóle nie powinna się znaleźć, to popełniono kolejny błąd, będący dowodem na to, że inspektorzy jedynie bezrefleksyjnie odtwarzają to, czego przed wieloma laty się nauczyli.

inż. Edmund Ratajczak
„Expronad”

Źródło: Dachy, nr 2 (110) 2009

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ: