Dom pod gontem

Ocena: 5
6670

Na budynku położono pokrycie wciąż mało popularne, a moim zdaniem wręcz niedoceniane na naszym rynku. Mowa o gontach bitumicznych – materiale z powodzeniem stosowany od dawna choćby w krajach skandynawskich, które przecież mają klimat ostrzejszy niż u nas. Gonty mają ogromny wybór kształtów i kolorów, są trwałe, ciepłe i cenowo porównywalne z blachodachówką.

Opisywany obiekt to dom jednorodzinny z użytkowym poddaszem. Ściślej rzecz biorąc, są to dwa domy usadowione na sąsiednich działkach, podobne zewnętrznie, różniące się rozmiarami dachów. W sumie połacie dachowe liczą ponad 650 m2.

Budynki znajdują się na zalesionym terenie. Życzeniem inwestora było, żeby domy harmonizowały z otoczeniem i wkomponowały się w zieleń rosnącą na działce. Nie było mowy o wycince wszystkich drzew – z bólem serca inwestor wyciął jedynie te niezbędne, dzięki czemu budynki wyglądają, jakby stały tam „od zawsze”.

Dach obity folią i kontrłatami

Gont zamiast blachodachówki
Inwestor był mi dobrze znany z racji jednej z poprzednich inwestycji, kiedyś kryłem już dla niego dach. Jest to osoba energiczna, zdecydowana i szybka w podejmowaniu decyzji. Od razu znaleźliśmy wspólny język, omówiliśmy zakres robót, materiały, otrzymałem do przejrzenia projekt architektoniczny. Początkowo na dachu przewidziana była blachodachówka, a dach wydawał się prosty – kopertowy, z jednym koszem, wsparty na czterech słupach, na których zamontowano kratownicę. Takie rozwiązanie pozwala na maksymalne wykorzystanie przestrzeni poddasza na cele mieszkalne.

Przybita płyta OSB, wycięty otwór pod okno dachowe

Zamontowane okno i pas startowy, widoczne też rynny

Projekt był poprawny, zauważyłem jedynie pewne nieścisłości w rysunkach i opisie więźby dachowej, ale myślałem (naiwnie), że to kłopot cieśli, ja miałem ruszyć z pracami dopiero po postawieniu więźby.

Okazało się, że wiązarek na pierwszym budynku będzie wykonywała firma, która wcześniej stawiała mury. Prace przeciągały się i na dach mogliśmy wejść dopiero na początku listopada. Nie byłoby tak źle, ale klient zmienił zdanie, co do pokrycia dachowego – spytał, czy zamiast blachodachówki możemy położyć gonty bitumiczne. Przekonał się do tego pokrycia, bo na swoim domu miał gont ułożony przeze mnie już kilkanaście(!) lat temu. Był z niego bardzo zadowolony, przez wszystkie te lata nie sprawiało ono żadnych problemów. Za gontem przemawiało to, że jest on ciepły i cichy, m.in. deszcz nie „bębni” po nim jak po blasze – a poddasze miało być przecież mieszkalne, trwały – o czym się przekonał na swoim poprzednim domu i – co ważne przy dachach kopertowych – ma niewiele odpadów przy montażu.

Przy gontach liczy się precyzja montażu

W tym wypadku jedynym mankamentem był fakt, że gonty powinno się montować w temperaturze nie niższej niż 5 stopni, a to była już późna jesień (chociaż pogoda dopisywała). Szybko przemyślałem wszystkie etapy prac, aby wszystko poszło sprawnie. Opcjonalnie w razie załamania pogody mieliśmy zrobić przerwę i dokończyć prace dekarskie wiosną. Ustaliliśmy nowy zakres robót – na kozły miała być nabita membrana wysokoparoprzepuszczalna, na to kontrłaty i płyta OSB, a na koniec gonty. Przerwa między folią a płytą stała się szczeliną wentylacyjną, która jest niezbędna do prawidłowej wentylacji poddasza, szczególnie przy tak szczelnym pokryciu jak gonty.  Ponieważ nasza firma zajmuje się również sprzedażą pokryć dachowych, nie było kłopotu z dostawami na bieżąco wszystkich materiałów.

Wtedy dach wygląda bardzo efektownie

W sumie zużyto ok. 700 m2 gontów bitumicznych firmy Katepal w kolorze zielonym-cieniowanym, blachę płaską na obróbki i orynnowanie metalowe Flamingo firmy Bud-Mat, również w kolorze zielonym. Dodatkowo zamontowano łącznie 11 okien połaciowych 78 × 140 i 2 świetliki o średnicy 55 cm z dodatkowym doświetleniem firmy Fakro.

Gonty SuperKatepal™
Produkowane od 50 lat gonty bitumiczne renomowanej fińskiej marki Katepal są na rynku polskim sprzedawane poprzez sieć partnerów handlowych firmy Stema Sp. z o.o., działającej na rynku budowlanym od 1990 r.

Dzięki wysokiej jakości, trwałości, bogatej kolorystyce, łatwości i szybkości montażu gonty Katepal zajęły trwałe miejsce wśród stosowanych w Polsce pokryć dachowych, cieszących się uznaniem i bardzo dobrą opinią wśród nabywców.

Gonty Katepal należą do pokryć najbardziej uniwersalnych za niewygórowaną cenę.
Można je układać na dachach o bardzo skomplikowanych kształtach, o nachyleniu 12–90°. Gonty wymagają pełnego poszycia z desek, sklejki lub płyty OSB.

Ciężar 1 m2 pokrycia z gontów wynosi 10 kg. Straty materiału nawet na bardzo skomplikowanych dachach nie przekraczają 5%.

Gonty bitumiczne Katepal wykonane są z materiału używanego dotychczas tylko w najbardziej wymagających zastosowaniach – jest to bitum elastomerowy modyfikowany SBS o rewelacyjnych parametrach technicznych i właściwościach. Dzięki modyfikacji gonty zachowują elastyczność nawet w niskich temperaturach, nie pękają, wytrzymują wielokrotne zginanie (cecha ta jest szczególnie cenna na etapie montażu, przy wykańczaniu krawędzi i załamań). Dodatkowo produkt ma większą odporność na rozdzieranie, lepiej znosi zjawiska atmosferyczne i starzeniowe.

Nowoczesne gonty bitumiczne są bardzo trwałe, estetyczne, samoprzylepne, montaż jest łatwy i prawie bez odpadów. Wszystkie te cechy czynią z nich stylowe i estetyczne pokrycie dachowe za rozsądną cenę, świadczące o inteligentnym wyborem nowoczesnego budowniczego.

Takie gonty zasługują na nazwę SuperKatepal™. Gonty bitumiczne SuperKatepal™ są zgodne z Polską Normą PN-EN 544:2000.


Problemy z więźbą
Kiedy rozpoczęliśmy roboty, pojawiły się problemy, gdyż więźba dachowa została wykonana dość niefachowo. Kozły miały nierówne wcięcia na murłacie i były źle obcięte, krawężnice były za wysokie, a belka koszowa za niska w stosunku do całej połaci – powodowało to efekt „falowania” dachu. Przy blachodachówce nie miałoby to większego znaczenia, gdyż jest ona montowana na łatach, których klinowanie pomaga wizualnie „wyrównać” połać. Tu jednak mówimy o pokryciu kładzionym bezpośrednio na płycie, gdzie każda nierówność natychmiast będzie widoczna. Decyzja była krótka – jedna ekipa zajmuje się równaniem połaci, druga równocześnie zakłada folię i płytę. Prace z równaniem szły sprawnie i już po 5 dniach pierwszy dach był gotowy do montażu obróbek i gontów.

Widoczna podwójna obróbka komina - pod i na goncie

Nauczeni doświadczeniem nie chcieliśmy mieć podobnych kłopotów z następną więźbą, bo to spowodowałoby kolejne opóźnienia w naszej pracy. Krótka rozmowa z inwestorem i następnego dnia, na drugi dach weszła zaprzyjaźniona doświadczona ekipa ciesielska, a my mogliśmy spokojnie kontynuować montaż pokrycia.

Podwójna szczelność
Na prawidłowo docięte kozły nabito deski okapowe i obróbkę blacharską, a potem orynnowanie. Następnie na połaci montowana była folia, z zakładem do rynny, kontrłata, płyta OSB i gonty. Kiedy połać jest jednolita, bez okien czy kominów, prace idą błyskawicznie, szczególnie, kiedy używa się nowoczesnych narzędzi – gwoździarek do przybijania płyt czy papiarek do gontu. Jednak gdy w połaci znajdują się trzy okna dachowe, dwa kominy i jeszcze rynna koszowa, najważniejsze stają się dokładność i fachowość wykonawcy. Nie można przyspieszyć robót dekarskich bez uszczerbku na jakości wykonania. Przy pokryciu takim jak gonty nie ma mowy o pomyłce, demontaż bez uszkodzenia pokrycia jest w zasadzie niemożliwy.

Jeden komin już gotowy, drugi jeszcze z pojedynczą obróbką

Aby nie było kłopotów ze szczelnością pokrycia, postanowiłem, że okna i kominy będą obrabiane podwójnie – raz obróbka pod gontem, druga dla pewności – na gont. Dla większego bezpieczeństwa również kosz został zabezpieczony podwójnie – najpierw wyłożony blachą, dopiero na tym rolka koszowa z papy bitumicznej takiej samej jak gonty.

Kosz wyłożony blachą...

...a potem jednolitą rolką koszową

Kosz bardzo często jest traktowany „po macoszemu” i potem sprawiać może wiele kłopotu, a jego naprawa jest bardzo kłopotliwa. Jest to miejsce narażone na największy napór wody, śniegu czy zanieczyszczeń, które mogą go uszkodzić, dlatego powinien być w miarę jednolitym elementem bez zbędnych łączeń, które najczęściej przeciekają.

Prace dekarskie posuwały się sprawnie i szybko nie tylko dzięki wysiłkowi ludzi, ale również dzięki narzędziom, które ogromnie ułatwiły pracę – wspomniane już gwoździarki, papiarki firm B.Pro i Bosch (zresztą wygrana w 2010 r. w konkursie „Pochwal się dachem”), a także winda dekarska Geda, która wszystko wciągnęła na dach – jedna paczka gontu waży 24 kg, a było ich… ponad 200, do tego kilka palet płyt OSB.

Świetlik Fakro

Dachy na Gwiazdkę
Po sześciu tygodniach prace zostały zakończone. Pogoda dopisała, jeszcze przed Gwiazdką zdążyliśmy wykonać dwie konstrukcje dachowe. Drugi dach nie wymagał już prostowania, inwestor podejmował szybkie decyzje, których nie zmieniał z dnia na dzień, co zdecydowanie przyspieszyło prace. To samo dotyczy kierownika budowy, z którym już spotykałem się na innych budowach, odbiór odbył się bez zastrzeżeń, tym bardziej, że firma udziela zawsze gwarancji na swoje prace. Dodam, że jesteśmy firmą rodzinną, niedużą; trzon firmy tworzą 4 osoby, współpracujące niezmiennie od wielu lat. Mamy już swoją historię, doświadczenie i zaufanie klientów, którzy jak widać wracają, nawet po wielu latach.

Tomasz Domżał
PPHU Domdach

Źródło: Dachy, nr 3 (147) 2012

 

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

Artykuły ekspertów

- Reklama -

Polecane firmy

Dachy - krok po kroku

Polecamy