Dlaczego dachówka? Cz. 2 Dachówka czy blachodachówka?

Ocena: 0
2623
Wstęp znalazł się na początku części pierwszej (DACHY 10/2010), tu więc go sobie darujemy. Tę część potraktuję jako rozwinięcie tematu. Przechodzę zatem od razu do konkretów.

Ułożenie jednego arkusza blachodachówki nie jest do wykonania przez jedną osobę

Po pierwsze: materiał
Dachówka – czy to ceramiczna, czy cementowa – ma niewielką rozszerzalność termiczną. Stalowa blachodachówka natomiast wręcz przeciwnie. Dachówka daje możliwość ruchu względem siebie każdego elementu, blachodachówka nie. Pociąga to za sobą pewne konsekwencje. W przypadku ruchu czy skurczu więźby lub łat dachówki zachowują się elastycznie względem siebie, nawet wtedy, kiedy są przymocowane klamrą lub wkrętem; blachodachówka jest zamocowana na sztywno. W przypadku zmian temperatury pokrycia dachowego, a jak wiadomo pokrycie może oparzyć, blachodachówka podatna jest na znaczne zmiany wymiarów, dachówka nie. Czyli możemy przyjąć założenie, że wkręty w blachodachówkach są mocno obciążone siłami ścinającymi. Im dłuży arkusz, tym większe wydłużenie i tym wyższe ryzyko uszkodzenia śrub lub otworów pod nimi.

Po drugie: montaż i bezpieczeństwo
Ktoś może wysunąć argument, że blachodachówkę układa się łatwiej i szybciej, że jedna osoba weźmie pod pachę jeden arkusz liczący kilka metrów kwadratowych, że jeden arkusz kładzie się na dachu i od razu ćwierć połaci przykryte, itd. Postaram się ten mit obalić kilkoma zdaniami.

Prawdą jest, że metr kwadratowy blachodachówki waży kilka razy mniej niż dachówki (wrócę jeszcze do tego zagadnienia). Zwracam jednak uwagę na sposób układania pokrycia dachowego. Jeden arkusz blachodachówki – zwłaszcza nieco dłuższy – musi na dach transportować nie jedna, a kilka osób, inaczej arkusz połamie się. Prawidłowe ułożenie i przykręcenie takiego arkusza na ołatowanej połaci dachu to też nie jest zajęcie dla jednej osoby. No chyba, że skrzyżujemy człowieka z ośmiornicą, i to taką o długich ramionach i z solidnymi przyssawkami. Czyli mitem jest, że blachodachówkę da się ułożyć szybko i że niewiele osób do tego potrzeba. A co z dachówką? Dachówka jest wprawdzie kilka razy cięższa od blachodachówki, ale jest za to dużo bardziej poręczna. Jedna osoba jest w stanie wnieść dachówki na dach, chociaż jest to zajęcie wytężające i rozsądniejsza wydaje się tu praca zespołowa. Jedna osoba da sobie radę z ułożeniem dachówki na ołatowanej połaci, choć oczywiście i tu zwłaszcza przy większych połaciach przydaje się „drobna pomoc”. Samodzielne ułożenie dachówki na niewielkiej połaci, np. dachu garażu jest możliwe, podczas gdy ułożenie blachodachówki będzie wymagało co najmniej „trzeciej ręki”, jeśli arkusze są naprawdę niewielkie (na rynku panuje zaś tendencja do zamawiania arkuszy długich).

Bezpieczeństwo na dachu. Po dachu trzeba się przemieszczać. Nie znaczy to oczywiście, że dach to trotuar czy deptak. Dekarz musi jednak dotrzeć do komina, do kosza, na kalenicę itd. Musi też z tych miejsc wrócić bez pomocy straży pożarnej i ich długiej drabiny. W przypadku pokryć dachówkowych utworzenie ciągu komunikacyjnego jest banalne. Wystarczy odsunąć dachówki i w ten sposób powstaje swego rodzaju drabina z łat.

W przypadku blachodachówki niestety nie da się w taki łatwy i komfortowy sposób poruszać po dachu.
Potrzeba trochę zachodu, liny przerzuconej przez kalenicę itp. Stały fragment dekarskiego życia – nie mylić tu dekarskiego życia z dekarską rzycią – to przerwa w pracy, której powodem jest deszcz. Czas wtedy na wygięcie kolejnych obróbek, zjedzenie śniadania lub po prostu drobny relaks. A po deszczu – na dach. Wtedy uwidacznia się kolejna przewaga dachówek. Poruszanie się po mokrym dachu nie stanowi problemu, a uciążliwe mogą być tylko mokre kolana bądź siedzenia. Poruszanie się po mokrej i bardzo śliskiej blasze może spowodować nagły przypływ adrenaliny u dekarza wywołany zmniejszoną siłą tarcia między blachodachówką a podeszwą. Do poruszania się po dachu z blachodachówki jeszcze wrócę.

Po trzecie: podatność na uszkodzenia
Co może uszkodzić dachówkę, a co może uszkodzić blachodachówkę? Dachówkę może uszkodzić niewiele rzeczy, a blachodachówkę wszystko. Dachówka jest czasem traktowana przez rzemieślnika dość brutalnie: jest cięta szlifierką, uderzana młotkiem, jest wiercona i zarysowywana. Przy remontach dachów zjeżdża w dół w korytach z desek itd. Natomiast z blachodachówką należy się obchodzić raczej delikatnie. Każda czynność przy jej obróbce i montażu na dachu, poczynając od trasowania, przez cięcie i transport na dach, a kończąc na przykręcaniu jest mocno obciążona ryzykiem porysowania, zagniecenia, czyli po prostu uszkodzenia pociągającego za sobą odsłonięcie stalowego rdzenia i korozji. I nikt mi nie wmówi, że ułoży blachodachówkę bez jej nawet najmniejszego zarysowania, czyli właśnie zwiększenia ryzyka korozji, a w efekcie szybkiej perforacji. Nawet w dokumentach gwarancyjnych producentów blachodachówki pojawiają się zapisy o konieczności dokonywania corocznych przeglądów i wykonywania przy tej okazji „zaprawek”.

Po czwarte: wiatry
Po co ci tyle ton na dachu? To częsty argument próbujący nieudolnie zdyskredytować pokrycia dachówkowe. Dachówka jako pokrycie ciężkie i małoformatowe ma pewne cechy, które podczas wichur mogą okazać się czasem nawet zbawienne. W czasie silnych wiatrów siły ssące działające na dach muszą najpierw pokonać ciężar dachówki, zanim zaczną ją „podnosić”. Z kolei małoformatowość pokryć dachówkowych skutkuje tym, że siła ssąca rozkładająca się na pojedyncze dachówki może te pojedyncze dachówki unieść niezależnie od innych. Czyli można powiedzieć, że w pewnym sensie dachówki działają jak zawór bezpieczeństwa czy wręcz jak cały szereg małych zaworków bezpieczeństwa. Siła ssąca nie uniesie całego dachu, ale uniesie kilka czy kilkanaście dachówek na połaci, które zadziałają właśnie jak zaworki bezpieczeństwa. Podniosą się „odprężając” chwilowo wysoką siłę ssącą i opadną na miejsce. Co jednak z klamrowaniem dachówek? Otóż klamrowanie dachówek na połaciach jest jak najbardziej stosowne. Podnosimy wówczas graniczną siłę ssącą wiatru, która może podnieść dachówki o siłę, jaką wytrzymają klamry. Klamry do dachówek oraz samo połączenie ich z dachówkami także mają pewną „elastyczność”, więc nadal mamy działanie klamrowanych dachówek jak „zaworków bezpieczeństwa” tyle, że dla większych sił ssących i w mniejszym zakresie ruchu.


Blachodachówkę łatwo uszkodzić, podczas transportu, obróbki i montażu

Tych cech nie mają pokrycia wielkoformatowe. Tam siła ssąca osiągając wartość wystarczającą do uniesienia, czy zerwania pokrycia po prostu czasem zdejmuje je „całe”, gdy przymocowane było ono do konstrukcji niewystarczająco mocno. Tymczasem uszkodzenia w dachu pokrytym dachówką można w sposób prosty i szybki naprawić. Stąd widuje się czasem uszkodzone dachy pokryte dachówkami tam, gdzie wielkoformatowe pokrycia słabo przymocowane do konstrukcji dachu lądują całe u sąsiada, albo nawet razem z więźbą, bo najsłabszym elementem dachu było połączenie murłaty z murem.

Po piąte: naprawy
Wyobraźmy sobie dwa identyczne domy stojące obok siebie. Jeden pokryty blachodachówką, drugi dachówką. Powiedzmy, że przy każdym stoi okazałe drzewo i podczas burzy połamały się gałęzie, które spadły na te piękne dachy. Konary przebiły pokrycia i uszkodziły folię wstępnego krycia. Co jest łatwiej naprawić? Pytanie wręcz retoryczne, ale wyjaśnię mniej zorientowanym czytelnikom. Aby naprawić pokrycie dachówkowe i uszkodzoną folię potrzebne będzie dużo mniej czasu i wysiłku. Naprawa dachówki polega na wymianie pojedynczych sztuk. Jedna uszkodzona, jedną wymieniamy. Pięć uszkodzonych, pięć wymieniamy. Naprawa folii też jest prosta. Rozbieramy niewielki fragment połaci, aby dotrzeć do uszkodzonego miejsca i fachowo montujemy „wstawkę” z folii. Jeśli ta nasza wyimaginowana gałąź połamała łaty, to też naprawa jest prosta i szybka. Rozbieramy fragment połaci od krokwi do krokwi (no dobrze, ciut szerzej dla tych bardzo skrupulatnych i dokładnych czytelników), wycinamy łatę i wstawiamy nowy fragment, po czym błyskawicznie zakrywamy rozebrany fragment połaci. W przypadku blachodachówki naprawa folii wstępnego krycia jest analogiczna, wymiana złamanej łaty, tak samo. Problemem jest to, że aby naprawić kawałek folii czy wymienić złamaną łatę, trzeba rozebrać duży fragment dachu. Żeby pozbyć się niewielkiej dziury w pokryciu, trzeba wymienić cały arkusz blachodachówki, a więc… rozebrać kawał połaci. Naprawa pokrycia dachówkowego jest stosunkowo prosta i szybka, natomiast naprawa pokrycia blachodachówkowego wymaga o wiele więcej czasu i będzie dużo kosztowniejsza. W skrajnym przypadku pojedynczą dachówkę właściciel budynku może sobie wymienić sam. W przypadku blachodachówki ta sztuka już się nie uda. Raz, ponieważ trzeba wołać fachową ekipę, a dwa, ponieważ jedna osoba z całym arkuszem blachodachówki nie da sobie rady.

Po szóste: rozwiązania systemowe
W przypadku pokryć dachówkowych ich producenci oraz producenci akcesoriów mają całe góry przeróżnych dodatków do dachu. Na system składa się cały szereg dachówek funkcyjnych, różne przejścia przez dach, system komunikacji, system przeciwśniegowy, najróżniejsze zakończenia gąsiorów z różnymi ozdobami, trójniki, czwórniki, aż w końcu koguciki i inne fikuśne, a czasem figlarne nawet ozdoby dachowe, nie wspominając o licznych taśmach uszczelniająco–wentylacyjnych czy taśmach do obróbek ścian i kominów, a i tak wiele pominąłem. Można mnożyć niemal w nieskończoność. A co najważniejsze w tym wszystkim? Otóż wszystkie te elementy w taki czy inny sposób „wplata się” w połać dachu, czyli innymi słowy można powiedzieć, że układamy je „z wodą”. Nic nie dziurawimy, nic nie przykręcamy z wierzchu, nie martwimy się o brak szczelności.

Z kolei w przypadku blachodachówki obiektywnie rzecz ujmując trzeba powiedzieć, że dodatków jest niewiele. Lecz problem zasadniczy polega na tym, że w blachodachówkę niemal nic nie da się „wpleść”, trzeba przykręcić z wierzchu albo trzeba uszczelniać różnymi masami, co pociąga za sobą ryzyko nieszczelności i napraw w nieskończoność.

Po siódme: problem okien połaciowych
Okno połaciowe stało się standardowym elementem dachu. Okna montowane są na dachach nowych, remontowanych czy poddaszach adaptowanych na cele mieszkalne. I tutaj znów – jak już wcześniej użyłem tego sformułowania – okno, a w zasadzie kołnierz uszczelniający „wplata się” w elementy pokrycia dachowego. A jeśli mam być precyzyjny, to „powinno się” wplatać. Znaczy to, że kołnierz powinien w odpowiednich miejscach zachodzić na elementy pokrycia dachowego, a w innych miejscach elementy pokrycia powinny zachodzić na kołnierz. W przypadku pokrycia z blachodachówki, jeśli planowane jest położenie okien połaciowych przed rozplanowaniem połączeń arkuszy – da się to zrobić. Jeśli wstawia się okno po położeniu blachodachówki lub też jeśli zakłady blachodachówki nie są dostosowane do pozycji okien – nie da się spełnić tego warunku. W dolnych narożnikach kołnierzy uszczelniających blachodachówkę nacina się i przeprowadza przez to feralne nacięcie kołnierz.
Niestety pozostaje tu otworek uszczelniany silikonem. Dobrze, gdy dziurka ta wypada na górze fali.
Gorzej jednak, gdy znajduje się ona w dnie fali. Wtedy pozostaje wiara w silikon.

W przypadku pokryć dachówkowych nie mamy tego problemu w ogóle. Jako pokrycie małoformatowe idealnie „splata się” z kołnierzami okien połaciowych i to niezależnie od tego, czy okno wstawiamy w trakcie układania nowego pokrycia, czy też w pokrycie już istniejące. A jeśli mowa o wstawianiu okna w istniejące pokrycie, to wracam myślą do napraw pokryć i konieczności rozbierania ich... Chyba czytelnicy domyślają się już, o co chodzi.

Po ósme: problem wentylacji
Wentylacja podpokryciowa to zagadnienie obszerne, a ja w tym miejscu nie będę zagłębiał się w to, skąd się biorą stosowne zalecenia w tym zakresie. Przechodzę od razu do interesujących nas zagadnień. Dla przykładu, blacha ma wielką tendencję do roszenia od spodu. Aby tę „rosę” osuszyć, pod pokryciem należy zapewnić odpowiednią wentylację podpołaciową. Aby zobrazować sytuację, posłużę się porównaniem. Kanały wentylacyjne utworzone po pokryciem dachowym przez kontrłaty przypominają kominy. Aby w kominie był cug trzeba zadbać, aby kawki nie zrobiły w nim gniazda, czyli aby najogólniej rzecz biorąc, był on drożny.


Uszczelka wentylacyjna pod gąsiorem ma niewielkie otwory wentylacyjne

Jak wygląda sytuacja w przypadku blachodachówek? Producenci tych pokryć dachowych zalecają stosowanie w kalenicy dopasowanej do profilu gąbki, która jest ściśnięta między gąsiorem a blachodachówką. W każdym dnie fali w gąbce jest otwór mający służyć wspomnianej wentylacji. Otwór ten ma średnicę palca, czyli jego powierzchnia to ok. 3 cm2. Na jednym arkuszu blachodachówki jest maksymalnie siedem fal. Obliczamy więc, że na metrze bieżącym kalenicy powierzchnia otworów wentylacyjnych wynosi 21 cm2. Zalecenia normy mówią zaś, że powierzchnia tego ujścia kanału wentylacyjnego w kalenicy powinna wynosić minimum pięćdziesiąt centymetrów kwadratowych na metr! Podobne rozważania można przeprowadzić dla okapu, gdzie na szczęście wykonawcy raczej nie wstawiają uszczelki z gąbki. Ale przyjrzyjmy się jeszcze połaci dachu. Blachodachówka jako pokrycie ciągłe, wielkoformatowe, może być zwentylowane tylko przez zastosowania odpowiednich szczelin na wylotach kanałów wentylacyjnych. Natomiast dachówki jako pokrycia małoformatowe, z licznymi zakładkami mają tę cechę, że wentylacja podpołaciowa jest wspomagana przez wszystkie zamki. Ktoś może zarzucić, że skoro zamki służą wentylacji, to przedostanie się przez także i śnieg czy deszcz. To prawda, że wiatr jest w stanie wepchnąć tam śnieg i krople wody, ale jest to znana od wieków cecha dachówek, a nie odkryta niedawno wielka wada. Zresztą zadaniem dachówek nie jest szczelne chronienie budowli przed opadami, bo od tego jest odpowiednio zbudowana warstwa wstępnego krycia. Dach ma być szczelny jako całość – czyli jako pokrycie i warstwa wstępnego krycia.

Ale skoro ktoś mógłby z tego robić zarzut, to ja zadam jeszcze jedno pytanie: skoro niedopuszczalne jest przewianie przez pokrycie drobnych nawet ilości śniegu, to dlaczego pod blachodachówkę, którą tu uznać możemy jako wyjątkowo szczelną, układa się jednak folię wstępnego krycia?

Po dziewiąte: trwałość
Trwałość – temat rzeka, który pojawił się już w części pierwszej. Zacznę tu jednak od zupełnie innego materiału. Miedź uchodzi za pokrycie bardzo drogie, jeśli nie najdroższe. Ale jeżeli przełożymy to na trwałość materiału, to okaże się, że koszt inwestycji przypadający na jeden rok użytkowania jest może nawet i najmniejszy. Trwałość pokryć miedzianych niektórzy liczą na 200–300 lat. Trwałość pokryć z dachówek ceramicznych na pewno przekracza lat 100, żywotność dachówek cementowych jest zbliżona. Wystarczy się rozejrzeć, aby o tym się przekonać – dach dachówkowy to dach na najmniej 2–3 pokolenia. A dach z blachodachówki? No cóż, trwałość, cała żywotność blachodachówek nie jest dłuższa niż okresy gwarancyjne na dachówki, a więc 20–30 lat.

Po dziesiąte: ciężar
Blachodachówka, której metr kwadratowy waży około siedmiu kilogramów jest mniej więcej sześć, siedem razy lżejsza niż dachówka. Czy jednak prawdziwy może być argument, że więźba dachowa pod blachodachówkę może być znacznie delikatniejsza, czyli tańsza? Jeśli tańsza, to o ile – sześć razy? W tej kwestii także krąży po świecie mit. W obliczeniach wytrzymałościowych konstrukcji dachu pod uwagę bierze się kilka czynników, nie tylko ciężar pokrycia: obciążenie śniegiem, obciążenie wiatrem, obciążenie pokryciem dachowym, obciążenie elementami wykończeniowymi i ociepleniem oraz w końcu obciążenie ciężarem własnym konstrukcji. Okazuje się, że główną składową obciążenia całkowitego wcale nie jest pokrycie, tylko śnieg i wiatr. Ciężar pokrycia dachowego stanowi jedynie około dwudziestu procent obciążenia całkowitego. W zakresie tych dwudziestu procent możemy mówić, że coś jest cięższe lub lżejsze. W obciążeniach całościowych różnice między pokryciem „lekkim” a „ciężkim” stanowi już zaledwie 10-20%. Mitem jest zatem opinia, że więźba pod dachówkę musi być o wiele solidniejsza, gdyż różnice w obciążeniach są niewielkie.

Ale aby zachować obiektywizm, to należy wspomnieć, że są sytuacje, gdzie ciężar pokrycia może być ważącym elementem podejmowania decyzji. Przykład pierwszy. Projekt wymienia jako pokrycie blachodachówka, co pociąga za sobą konieczność konsultacji z projektantem, jeśli inwestor chce mieć dachówkę. Przykład drugi. Remont starego dachu, na którym leżało lekkie pokrycie np. z płyt eternitowych, a kusi nas położenie dachówki. Zresztą w przypadku remontów starych budynków należy być szczególnie wyczulonym na różne radykalne zmiany bez konsultacji z projektantem, bo dawniej budowało się na przykład domy bez wieńców.

Na zakończenie tej części
Nie zagłębiając się zbytnio w wiele ciekawych tematów, a może nawet jedynie poruszając się po powierzchni głębokich zagadnień starałem się obalić kilka mitów dotyczących dachówek, które są atakowane jako pokrycia ciężkie. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego materiału kilka osób utwierdzi się w swoich poglądach prodachówkowych, a kilka innych zastanowi się, zanim będzie krytykować tradycyjne i piękne pokrycia dachówkowe.

Temat piękna w krajobrazie poruszę w części trzeciej, ostatniej.

mgr inż. Przemysław Spych
Doradca techniczny Braas
i RuppCeramika
Zdjęcia: Autor


Źródło: Dachy, nr 11 (131) 2010
PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Artykuły ekspertów

- Reklama -

Polecane firmy

Dachy - krok po kroku

Polecamy