Dachy pensjonatu w stylu świdermajer

Ocena: 0
3550

W sosnowym lesie, a jednocześnie w samym sercu podwarszawskiego miasta, trwają prace nad przywróceniem świetności przedwojennemu pensjonatowi. Więźba z heblowanego drewna, wykorzystująca też historyczne elementy drewniane oraz dach z tytan-cynku to istotne części składowe tego pięknego projektu.
 

Sztuka dekarska w najlepszym wydaniu

Świdermajer
Pensjonat Gurewicza to jeden z symboli Otwocka. Zbudowany został w stylu świdermajer, stworzonym przez Michała Andriollego, który wzorował się na pensjonatach szwajcarskich i na rosyjskiej architekturze drewnianej. Nazwę tego charakterystycznego stylu rozpowszechnił K.I.Gałczyński w jednym ze swoich wierszy, a cechują go ażurowe zdobienia werand, tarasów i przedsionków oraz spiczaste zwieńczenia dachów i zdobienia w szczytach.

100 lat temu – luksusowy pensjonat z pięknym ogrodem

Dzisiaj – artystyczne ujęcie projektu architektonicznego 

Obiekt
Zbudowany w latach 1906–1921, mieścił niegdyś nowocześnie wyposażone, bardzo modne sanatorium, otoczone pięknym parkiem i oblegane przez kuracjuszy. Podobno jest to największy drewniany budynek w Polsce, a może i w Europie. Jego kubatura to 20000 m3 a powierzchnia użytkowa ok. 5000 m2. W swojej powojennej historii pensjonat nie miał szczęścia do właścicieli. Ostatnie 15 lat stał pusty i ulegał degradacji. Gdy został wystawiony na sprzedaż, na szczęście znaleźli się ludzie z pomysłem, którzy chcieli go kupić. 

Dachy kompleksu przed renowacją

Na dachu było miejscami położonych 10 warstw papy

Inwestor
Inwestorzy to trzech współwłaścicieli firmy Carolina Car Company, która jest dilerem Toyoty. Jeden z nich mieszka niedaleko Otwocka, więc obiekt był mu znany od dawna i stąd – sentyment do tego miejsca. W rewitalizowanym budynku chcą uruchomić centrum medyczne, które będzie się specjalizowało w chirurgii plastycznej, ortopedii i rehabilitacji. W ten sposób chcą również nawiązać do oryginalnej funkcji pensjonatu Gurewicza oraz do dawnej tradycji Otwocka. Miasto miało niegdyś liczne sanatoria a pacjenci przybywali tłumnie na leczenie i na letniska aż do wybuchu wojny. Lata PRL-u przyniosły wiele zaniedbań i z czarującego i modnego ośrodka sanatoryjnego Otwock stał się powoli jedynie sypialnią Warszawy – pomimo swoich walorów krajobrazowych i mikroklimatycznych. 

Stara więźba nie spełniała żadnych obecnych norm wytrzymałościowych

Kreatywne podejście do mocowania

Obecnie odbudowywanie sanatoryjno-szpitalnej tkanki miasta następuje mozolnie i łączy się z ogromnymi nakładami finansowymi. Przykładem jest Europejskie Centrum Zdrowia, działające na terenie wyremontowanego i zmodernizowanego sanatorium z lat 30-tych, które zbudowano z inicjatywy żony marszałka Piłsudskiego dla legionistów z przeznaczeniem na sanatorium przeciwgruźlicze. 

Tylko 50% drewna konstrukcyjnego nadawało się do ponownego użycia 

Nowa więźba z membraną paroprzepuszczalną

Pensjonat Gurewicza to również bardzo kosztowna inwestycja. Do tego podczas realizacji właściciele i kierownictwo budowy jest zaskakiwane ciągłymi dodatkowymi kosztami, których wcześniejsze skalkulowanie nie było możliwe. Budynek, choć zakupiony w niewygórowanej cenie z 50-procentowym rabatem z uwagi na wpis do rejestru zabytków, pochłonie kilkadziesiąt milionów złotych. Koszt całej inwestycji jest szacowany na ok. 30 mln bez wyposażenia medycznego, ale znaczne przekroczenie tej kwoty jest pewne. 

Podpiwniczenie i monolityczna konstrukcja umożliwią stworzenie centrum medycznego zgodnie z obowiązującymi przepisami ppoż i sanitarnymi 

Bez wątpliwości – wśród otwockich sosen pracują cieśle spod Bukowiny Tatrzańskiej

Projekt
Stan budynku był fatalny, miejscami zagrażający katastrofą budowlaną. Dlatego projekt opracowany w porozumieniu z konserwatorem zabytków zakładał rozebranie całego kompleksu, zbudowanie rdzenia monolitycznego z betonu wraz z podpiwniczeniami (których wcześniej nie było) i zabudowanie go niezależną drewnianą konstrukcją wspartą na słupach konstrukcyjnych 12 x 12 cm, 15 x 15 i 16 x 16 wraz z drewnianą elewacją z ociepleniem. Projekt przygotowała pracownia grupa5architekci z Warszawy.

Na konstrukcji monolitycznej mocowana jest konstrukcja drewniana pod ocieplenie i elewacje – u góry widoczne ozdobne zakończenia krokwi

Ciesielska precyzja – drewniane nadproża

Architekci mieli zachować formę, materiał i dawną funkcję obiektu. Szczególną uwagę zwrócono na ażurowe elementy, charakterystyczne dla stylu świdermajer oraz oryginalne elementy wnętrza takie jak stolarka, piece kaflowe, balustrady i okucia. Ważne było również położenie budynku pensjonatu wśród leśnego ogrodu i jego powiązanie z otoczeniem przez werandy, przeszklenia i tarasy. Za zasadę przyjęto odtworzenie starego budynku 1:1 z wyjątkiem wejścia, które będzie lekko przebudowane. W porozumieniu z konserwatorem zabytków ustalono, że w renowacji użyte zostanie maksimum materiałów z budynku oryginalnego, dlatego przeprowadzono pełną inwentaryzację przy rozbiórce. 

Zadaszenie jednej z werand przed renowacją

Demontaż werandy

Chociaż projekt spotkał się z podejrzliwością fanów świdermajerów, to proponował jedyne sensowne rozwiązanie dla tak zniszczonego i zdegradowanego obiektu. Inwestorom należy się najwyższe uznanie i podziw za trud, za serce i zaangażowanie, jakie włożyli w ratowanie pensjonatu. 

Przy rozbiórce okazało się zresztą, że budynek nie do końca był jedynie drewniany. Pod drewnianą elewacją części obiektu znajdował się mur z cegieł, niedbale postawiony w latach 60-tych lub 70-tych ubiegłego wieku, który od środka został wykończony tynkami. Zarówno ekipa dekarska, jak i ciesielska były także zaskakiwane różnymi niespodziankami. W takich sytuacjach projektanci razem z wykonawcami znajdowali właściwe rozwiązania i roboty szły dalej.  

Komplet odrestaurowanych elementów ozdobnych werandy

Odpoczynek w cieniu w trakcie rekonstrukcji werandy – widoczne niedoskonałości 100-letniego drewna

Werandy i elewacje
Elementem charakterystycznym pensjonatu są dwie werandy na zakończeniach poszczególnych skrzydeł. Chociaż mają po dwie kondygnacje, wyglądają lekko i są bogato zdobione. Na szczęście zachowały się w niezłym stanie w stosunku do reszty budynku, co wynikało z tego, że stanowiły oddzielny funkcjonalnie element, nie były ogrzewane, za to były nieszczelne, co pozwoliło na odpowiednie wietrzenie i nie dopuściło do całkowitej degradacji drewna. Poza tym werandy znajdują się od południowej strony, więc nasłonecznienie było kolejnym czynnikiem wspomagającym. 

Zdegradowane części drewnianych elementów trzeba było uzupełniać wstawkami z nowego drewna

Świdermajer to charakterystyczne zdobienia również w szczytach

Pojawiła się więc możliwość odrestaurowania werand, ale nie było łatwo znaleźć wykonawcę. Około dziesięciu firm było proszonych o zajęcie się tematem, ale wszystkie odmówiły. Gdy w końcu znalazł się ktoś odważny, werandy zostały ostrożnie rozebrane, elementy zinwentaryzowano a następnie pieczołowicie oczyszczono. Podobnie postąpiono z resztą drewna z elewacji. Przez siedem miesięcy 30 osób w Łomży czyściło deski z werand i z elewacji, które były potem zabezpieczane impregnatem. Udało się odzyskać te elementy, gdzie drewno było najmniej zalane, ale w miejscach, gdzie przez 15 lat przez dach lała się woda, drewno zgniło. 

Bogato zdobione werandy zachowały się na tyle dobrze, że mogą dziś po renowacji nadal zdobić pensjonat 

Nowe zdobienia z charakterystycznym szpicem wykonane przez ekipę ciesielską

Ostatecznie prawie cała południowa elewacja od strony ogrodu została wykonana z odzyskanego i odrestaurowanego 100-letniego drewna, w tym obie werandy. Co prawda ich konstrukcja nadal pozostawia wiele do życzenia, bo stare drewno jest wypaczone, ale nadają się one do użytkowania w okresie letnim i otwierają budynek na otaczający park. 

Podjęto przy tym próbę odtworzenia oryginalnego koloru całego pensjonatu. W konsultacji z konserwatorem zabytków przeprowadzono na SGGW badania stratygraficzne (w tym szorowanie i szlifowanie desek aż do warstwy pierwotnej), dzięki którym okazało się, że pod warstwą 17 farb, które w ciągu 100 lat nałożono na siebie albo obok siebie, elewacja była kremowa, a elementy dekoracyjne miały odcień szarości. Mieszkańcy Otwocka dziwią się tej kolorystyce, bo zachowane świdermajery mają dziś głównie odcienie zieleni bądź brązu. Przed wojną jednak były jasne, co wynikało z założenia, że powinny się wyróżniać z otaczającej je zieleni.

Element ozdobny szczytu dachu wykonany w warsztacie Jana Gołdyniaka

Odtworzone charakterystyczne wykończenie szczytu

Dach
Ogólnie rzecz biorąc dach był dość prosty od strony wykonawczej – mówi szef firmy, która wykonała pokrycie. Tak naprawdę jednak jest to dach dość nietypowy, składający się z kilku dachów wielopołaciowych, połamanych, o małym, ale zróżnicowanym kącie nachylenia. Są na nim liczne miejsca, gdzie należało zastosować skomplikowane rozwiązania, bo np. poszczególne dachy schodzą się nietypowo, pod różnymi kątami do jednego kosza. Wielkość tego wielopołaciowego dachu to ok. 2500 m2.  

Stare pokrycie nosiło wszędzie ślady doraźnych napraw. W niektórych miejscach naliczono nawet 10 warstw papy przyklejanej jedna na drugą. Ekspertyza wykonana przed remontem wykazała, że dach nie spełniał żadnych dzisiejszych norm, jeśli chodzi o wytrzymałość na obciążenie śniegiem i wiatrem z powodu niewłaściwych przekrojów słupów i zastosowanych ilości papy na metr kwadratowy.

Więźba i wieżyczka w jednym ujęciu

Wieżyczka obudowana i dach, na którym rozpoczęto kładzenie deskowania 

Więźba 
Prace ciesielskie wykonywała firma mistrza Jana Gołdyniaka z Rzepisk koło Bukowiny Tatrzańskiej, fachowca od lat pracującego w swoim zawodzie, specjalisty od spraw trudnych. Zakres robót obejmował wymianę elementów więźby niezdatnych do użytku, postawienie nowych konstrukcji dachowych oraz wykonanie elementów ozdobnych dachu i elewacji. Same elewacje wykonywała inna firma. Choć pan Jan ze swoimi współpracownikami po raz pierwszy pracował przy świdermajerze, bo zwykle wykonuje inne zdobienia, efekt jest imponujący. 

Stare elementy więźby również zostały zinwentaryzowane i oczyszczone. W sumie udało się odzyskać około połowy drewna konstrukcyjnego. Nowe elementy wykonano z bardzo dobrej jakości sosnowego drewna konstrukcyjnego, czterostronnie struganego, suszonego, klasy C24. Do deskowania również zostało użyte drewno strugane o grubości 25 mm. Co ciekawe, Mazowsze – a w tym i Otwock, miasto z sosnowym klimatem, jak głosi hasło władz lokalnych – to rozległe lasy sosnowe. Na samym placu budowy rośnie kilkadziesiąt dorodnych drzew. Jednak drewno konstrukcyjne inwestor sprowadził z Mazur. Tam lasy sosnowe są rzeczywiście stare, a pod piłę idą tylko 70–100 letnie okazy i do tego muszą to być sosny odpowiedniej odmiany. Poza tym na Mazurach zlokalizowane są duże tartaki, które prawidłowo suszą i sezonują drewno w dużych ilościach. 

Kopuła wieżyczki zaraz będzie gotowa


Pozostał tylko transport na górę

Dachy obiektu mają różne konstrukcje a ich połacie nie były ułożone symetrycznie. Występowały zarówno konstrukcje płatwiowe, jak i płatwiowo-kleszczowe, jętkowe, więźby płatwiowo-kleszczowe na dachu jednospadowym. Pan Jan stwierdził, że w zasadzie każdy dach tego kompleksu był inny.

Elementy złączne stanowiły, jak w oryginalnym wykonawstwie, gwoździe i kołki. Gwoździe ocynkowane używane były do kontrłat, a do deskowania – gwoździe pierścieniowe ocynkowane. Stare elementy konstrukcji wymagały też zastosowania różnych pomysłów, żeby uzyskać prostą konstrukcję – a więc prostowano elementy, stosowano podkładki, naciągano itp. 

Ostatnie dopasowanie

Efekt końcowy – widoczne liczne elementy ozdobne, charakterystyczne dla stylu świdermajer

Firma ciesielska przygotowała konstrukcję o następujących warstwach:

  • krokwie 
  • folia wiatroizolacyjna Delta-VentS
  • łaty 8 x 4 cm
  • pełne deskowanie
  • membrana z oplotem strukturalnym Delta-Trela-Vent.

Wentylacja
Z zestawienia warstw wynika, że na dachu zastosowano podwójną wentylację. Ta decyzja to wynik sugestii wykonawców i wspólnych ustaleń pomiędzy nimi a projektantami. Jeden kanał wentylujący to łaty nabite na folii wiatroizolacyjnej VentS, których rolą jest zapewnienie wentylacji warstw ocieplenia międzykrokwiowego. Druga droga wentylacji to oplot strukturalny na membranie. Miejscami używano oddzielnej membrany i oddzielnego oplotu (sam oplot nazywa się Delta Enka), a gdzie indziej używano oplotu zintegrowanego z membraną, czyli elastycznej, otwartej dyfuzyjnie strukturalnej warstwy rozdzielającej do spadzistych dachów metalowych Delta-Trela-Vent. 

Warstwy dachu z podwójna wentylacją – ekipa cieśli i kierownik Baczyński przy pracy

Świdermajer w najlepszym wydaniu

Wykonawca pokrycia dachowego
Inwestor znalazł swojego wykonawcę przez przypadek. Kierownicy budowy Gurewicza – panowie Jerzy Dylewski i Jerzy Baczyński – zachwycili się kopułą, która znalazła się na dachu nowobudowanego pobliskiego kościoła. Po upewnieniu się, że to, co oglądamy, to wyklepana blacha, a nie pomalowane gipsowe czy betonowe odlewy, nabraliśmy pewności, że wykonawcy z pewnością podołają naszemu, wcale niełatwemu, tematowi – wspomina pan Jerzy Baczyński. Nie wiedzieli jeszcze, że będą mieli do czynienia ze słynącą z dokładności ekipą Stanisława Głusińskiego, człowieka-legendy, który w zawodzie jest od 1978 roku i specjalizuje się w blacharstwie artystycznym i metaloplastyce. Od dawna należy też do Ogólnopolskiego Cechu Rzemieślników Artystów Związku Rzemiosła Polskiego.

Kłopotliwe słoneczko – niezbędne były dodatkowe listwy zaciągowe i uszczelka w rąbku

Pan Stanisław bardzo chwalił prace ciesielskie, które wykonała firma Jana Gołdyniaka. Wszystko zostało przygotowane fachowo i dokładnie. Bez zarzutu – mówił. Panowie dobrze się rozumieli. Również projekt wykonawczy obaj ocenili wysoko. Jeśli pojawiły się jakieś problemy i pytania, to były one regulowane wspólnie pomiędzy wykonawcami a projektantem.

Jako pokrycie przewidziano blachę, ponieważ była ona położona na oryginalnym budynku. W projekcie przewidziano blachę tatanowo-cynkową marki Rheinzink i taka blacha została położona na podwójny rąbek stojący. 

Dach pensjonatu to ok. 2500 m2 pokryte ok. 12,7 t blachy tytanowo-cynkowej

Wieżyczka
Bardzo ciekawym elementem dachu jest wieżyczka, której już w latach powojennych na budynku nie było, ponieważ uległa zniszczeniu i została zdemontowana. Zdjęcia i szczątkowa dokumentacja umożliwiły jej odtworzenie. Składa się ona z czterech elementów konstrukcyjnych – trzy z nich wykonała ekipa ciesielska pana Jana a pan Stanisław ze swoimi ludźmi ułożył na niej blachę w karo z dodawanych spiralnie rozciągniętych trapezowych elementów z blachy. Wszystkie elementy są ze sobą spięte na felc – jeden do zewnątrz, drugi wchodzi do środka i powstaje w ten sposób jakby monolit, pokrycie bez śrub, jedynie mocowane za pomocą małych hafterek. Złożona całość została dźwigiem ostrożnie przetransportowana na wcześniej przygotowane miejsce na dachu.  

Karo nie sprawdza się od strony estetycznej na dachach płaskich, ale pięknie wygląda na kopułach, półkopułach, lukarnach i zakończeniach w kształcie cebuli. Tutaj ten rodzaj krycia sprawdził się znakomicie. Przy takiej pracy najważniejsze są dokładne pomiary i staranność w wykonaniu – mówi pan Stanisław Głusiński – Samo zapinanie płytek karo to jest dla nas po prostu czysta przyjemność – dodaje. Wieżyczka prezentuje się dziś pięknie na budynku od strony północno-wschodniej, przywracając dawny blask przedwojennej perle Otwocka. 

Słoneczko
Ciekawe pod względem wykonawczym było również tzw. słoneczko – połać, na której zbierała się woda opadowa z kilku sąsiednich połaci. Pasy blachy zbiegają się w kierunku najniższego miejsca, gdzie znajduje się także odpływ wody przez ścianę sąsiedniego budynku. To karkołomne rozwiązanie sprzed wielu lat zostało tutaj odtworzone i szczególnie dokładnie zabezpieczone przed przeciekaniem. 

Dla zapewnienia szczelności zamontowano dodatkowe listwy zaciągowe na każdym elemencie słoneczka oraz dodatkowo zastosowano uszczelki w rąbku, dzięki czemu uzyskano zabezpieczenie przeciwko wodzie i skroplinom. Podobne uszczelki były zamontowane przy rynnach. Były to gotowe rynny z systemu Rheinzink. 

Odbiór
Na obiekcie nadal trwają prace budowlane i przygotowywane są roboty wykończeniowe. Również odbiór całego dachu jeszcze się nie odbył, ponieważ kominy nie są jeszcze wykończone i dopiero będą kładzione instalacje (np. piorunochrony). Jednak na swoje dotychczasowe prace wykonawcy dachu gwarancję już dali. Kierownicy budowy przewidują, że obiekt zostanie oddany do użytku w tym roku.  

Opracowanie redakcyjne

Źródło: Dachy, nr 1 (229) 2019

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Artykuły ekspertów

- Reklama -

Polecane firmy

Dachy - krok po kroku

Polecamy