Dach na długie lata

Ocena: 5
433

Dach zdobył jedną z nagród w III edycji konkursu „Pochwal się dachem”. Jego twórcą jest Marek Łobodziec z Tucholi Żarskiej, którego dachy były już pokazywane na łamach naszego miesięcznika. Jak się okazuje, miało to swoje znaczenie przy opisywanej inwestycji.

Dach jest bardzo fotogeniczny

Dach przykrywa dom jednorodzinny – rezydencję, połączoną z garażem ozdobnym łukowym dachem. Budynek stoi w lekko pagórkowatym terenie, na zniwelowanej górce, góruje więc nad okolicą.

DACHY: Czy nagroda w konkursie przyda się w pracy?
Marek Łobodziec: Myślę, że tak. Siła mediów jest ogromna – przykładem niech będzie opisywany dach. Inwestor ostatecznie przekonał się do mnie, gdy pokazałem mu artykuły w miesięczniku DACHY, które opisywały moje realizacje. Przyznam, że już w trakcie realizacji tego dachu pomyślałem, że jeśli DACHY znowu ogłoszą konkurs na najlepszy dach, to zgłoszę tę realizację.

Czy często spotyka Pan inwestorów, którzy tak bardzo interesują się pracą dekarzy? Czy też więcej jest takich, którzy ufają Panu bezgranicznie?
Coraz częściej trafiają się klienci, którzy chcą być obecni przy każdym etapie budowy swojego domu. Przeważnie nie mają na co dzień kontaktu z budownictwem, nie mówiąc o dekarstwie, więc być może jest to dla nich jedyna okazja, żeby zobaczyć dekarzy w akcji. Ta ciekawość nie przeszkadza mi. Wręcz przeciwnie – bywa na rękę, bo inwestor przekonuje się, że dekarstwo to nie tylko układanie dachówek na łatach, lecz coś więcej. Co do zaufania zaś, to myślę, że mi ufają. Znam się na swojej robocie, zawsze jestem w stanie wytłumaczyć, dlaczego coś robi się tak, a nie inaczej. Poza tym przeważnie pracuję z polecenia, sam także służę kontaktem do jeszcze wcześniejszych inwestorów – nie mam nic do ukrycia.

Gdzie uczył się Pan dekarskiego fachu? Jak to się stało, że zainteresował się Pan dekarstwem i zdobył w tym rzemiośle tak duże umiejętności?
Dekarstwem zainteresowałem się dzięki starszemu bratu, który prowadził swoją firmę. Ale wszystkiego musieliśmy się uczyć sami, bo wtedy (a był to koniec lat 90.) nie było szkół dla tego fachu. Postanowiliśmy wyjechać za granicę, do Niemiec. Miałem pewną praktykę i pojęcie o dachach, więc znalazłem zatrudnienie w firmie dekarsko-ciesielskiej. Był to zakład rodzinny, z dużymi tradycjami, gdzie dekarstwo przechodziło z pokolenia na pokolenie. Tu najwięcej się nauczyłem, zwłaszcza jeśli chodzi o dachówki i łupek, poznałem specjalistyczny sprzęt i maszyny. Nauki pobierałem od świetnych fachowców. Pracowałem tam 4 lata i po powrocie do Polski założyłem własną firmę dekarsko-ciesielską. Zaczęliśmy z braćmi wprowadzać nowe technologie, poznane za granicą. Realizowaliśmy coraz trudniejsze, bardziej skomplikowane dachy, klienci zaczęli nas polecać znajomym i… tak się to kręci do dzisiaj

Inwestor zanim zlecił budowę dachu, długo sondował rynek usług dekarskich. Wiedział, że zadanie jest trudne i wymagające. Nie zależało mu na niskiej cenie, więc powoli i z rozmysłem wybierał dekarza. Wypytywał znajomych, zdarzało się, że zatrzymywał się przy trwającej budowie i wypytywał pracujących dekarzy o ich dokonania, oglądał referencje. Słowem: szukał igły w stogu siana. I znalazł ją w osobie Marka Łobodźca.

Konstrukcja dachu jest także dziełem Marka Łobodźca

Z początku podchodził do wykonawcy nieufnie, jak do każdej firmy budowlanej. Zażądał oczywiście referencji, adresów poprzednich klientów, których dokładnie wypytał o umiejętności dekarza. Ten „egzamin” Marek Łobodziec zdał bez większych problemów. Zaufanie inwestora wzrosło, a gdy jeszcze zapoznał się z artykułami opisującymi jego dokonania w DACHACH, ostatecznie się przekonał.

Dach wyróżnia się okrągłościami na łączniku oraz wolim okiem na garażu

Ale nie oznaczało to, że dał dekarzowi wolną rękę i od razu zgodził się na podaną cenę. Wręcz przeciwnie. Długo negocjował warunki umowy, a interesował się dosłownie każdym detalem dachu: dlaczego tak, skąd to wynika, czy inaczej nie byłoby lepiej? Marek Łobodziec powiedział: Trzeba mu jednak przyznać, że miał dużą wiedzę z zakresu wykonywania dachów. Żaden z moich dotychczasowych zleceniodawców nie wykazał się tak dużym zasobem wiadomości. Widać było, że zanim przystąpił do budowy, dogłębnie przestudiował wszelkie źródła. Ale mimo tak dużego zaangażowania wcale nie był uciążliwy podczas budowy dachu. Angażował się tak mocno, że mimo iż sam był mocno zapracowany, to każdego dnia był na placu i wchodził na dach, aby przynajmniej wbić kilka gwoździ, wkręcić śrubę czy ułożyć kilka dachówek na prostej połaci. Dzięki temu może powiedzieć, że ma prawdziwy udział w budowie swego domu.

Marek Łobodziec przy lutowaniu rynien

Taką samą staranność, jaką inwestor przykładał do pokrycia dachu, poświęcił też konstrukcji. Była ona zaprojektowana specjalnie na zamówienie i wykonana bardzo dokładnie i solidnie. Potrzebne były jedynie niewielkie poprawki typu zmianą kąta pochylenia dachu z 30 na 32 stopnie (ze względów estetycznych) oraz wyprofilowanie łuków okapu nad drzwiami garażowymi (wprowadzenie miękkiej linii w nawiązaniu do łącznika).

Konstrukcja płatwiowo-kleszczowa, wielopołaciowa, częściowo oparta na stropie drewnianym. Konstrukcja posiada trzy typowe lukarny, dwa wykusze. Wiązar połączenia domu z garażem został wykonany w konstrukcji kratownicowej.

I ten sam fragment łącznika, niemal gotowy

Łącznik i wole oko
Ciekawym i bardzo charakterystycznym elementem jest połączenie dachu domu i dachu garażu. Łącznik jest bardzo atrakcyjną formą architektoniczną, która nadaje całemu budynkowi i jego otoczeniu nadaje niepowtarzalnego uroku. Jego wiązar główny jest oparty na wieńcach domu i garażu. Do niego od dołu śrubami zamocowano poziome podwaliny. Każda podwalina ma zacięcie o odpowiedniej długości. Całość zamyka się w łuk. Na tych elementach wsparte są krokwie o odpowiedniej długości i odpowiednim kącie pochylenia. W efekcie daje to miękki, zaokrąglony przebieg okapów i kalenicy.

Łacenie łącznika zostało wykonane z podwójnych listew świerkowych o przekroju 1,4 × 4 cm. Wszystkie łaty są mocowane na wkręty ocynkowane. Na miękkich przejściach w czasie układania pokrycia dachowego z karpiówki użyto dachówek systemowych.

Odcinek okapu. Deska czołowa jest obita łupkiem

Uzupełnieniem łącznika jest podniesiony okap w formie wolego oka nad wjazdem do garażu. Detal ten to autorski pomysł Marka Łobodźca, który namówił inwestora do jego zastosowania. Wole oko ma nawiązywać do łukowatego kształtu kalenicy na łączniku i stanowić przeciwwagę dla trójkątnego daszku nad wejściem do domu.

Materiały
Wybierając materiały na dach inwestor kierował się przede wszystkim jakością i trwałością. Wiedział, że na wymarzony dom musi użyć sprawdzonych i pewnych materiałów. Wyselekcjonował sobie kilka modeli dachówek, nad którymi się zastanawiał. Ostatecznie wybrał karpiówki marki Creaton w kolorze czarnej angoby, w czym M. Łobodziec go utwierdził, lecz już membranę, aluminiową blachę na obróbki, akcesoria i orynnowanie z tytan-cynku wybrał wykonawca.

Komin także ma łupkową okładzinę 

Położenie budynku na wzniesieniu sprawiało, że dach jest narażony na mocne podmuchy wiatru i pył nawiewany z okolicznych pól. Żeby zapobiec podwiewaniu kurzu i śniegu do izolacji, M. Łobodziec zasugerował użycie mocnej membrany z paskiem klejącym, czyli Air Tex Real SK o gramaturze 160 g produkcji Mage Herzberg.

Wentylacja odbywa się przez wlot powietrza pod rynną (przekrój wentylacyjny wynosi 200 cm2 na 1 mb) i kalenicę. Na kalenicy zastosowano taśmę Mage VentiLine LW o podwyższonych parametrach wentylacyjnych.

Wole oko nad garażem to pomysł M. Łobodźca

Dach jest mocno wyeksponowany na promieniowanie słoneczne, ma silną ekspozycję słoneczną i skomplikowaną bryłę, ekipa dekarzy przykładała więc dużą wagę do zapewnienia odpowiedniej drożności wszystkich kanałów wentylacyjnych.

Nic „na skróty”
Duża uwagi ekipa poświęciła okapom. Zastosowano tu deskę czołową, obitą następnie łupkiem naturalnym i wykończoną obróbkami z czarnej blachy aluminiowej. Na blachę została wywinięta membrana dachowa. Tytanowo-cynkowe rynny są lutowane, wiszą na hakach w 50-centymetrowych odstępach i oczywiście mają dylatacje. Nic tu nie zostało zrobione „na skróty”, wszystko jest solidne, dobrze wykonane i obliczone na kilkadziesiąt lat żywotności.

Dla utrzymania estetyki i jakości kominy zostały opierzone blachą cynkowo-tytanową na rąbek podwójny. Komin ma okładzinę z łupka.

Obiekt od frontu i od tylu

Dach naładowany pozytywną energią
Prace na dachu trwały 11 tygodni. Biegły sprawnie, bez zakłóceń bez przerw w oczekiwaniu na materiały (podziękowania dla dostawców: firmy Bud Rol F. Cichego, który dostarczył dachówki karpiówki i firmy Tectum P. Węcławskiego, zaopatrującego w akcesoria, blachy i orynnowanie). Pogoda dopisywała, inwestor wypłacał kolejne części należności za wykonane prace zgodnie dnie z harmonogramem – dekarze wiedzą, jakie to ważne – więc nastroje były doskonałe. Część tej pozytywnej energii z pewnością udzieliła się dachowi, który będzie chronił mieszkańców przez długie lata.

Źródło: Dachy, nr 12 (156) 2012

 

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ: