Budowlane pułapki, cz. 4

Ocena: 1.5
2441

To kolejny dowód na fachowość robót budowlanych projektowanych i wykonywanych przez ignorantów. Opisywane przypadki nie mają wprawdzie bezpośredniego związku z dachem, uwidaczniają jednak skutki oszczędzania podczas budowy własnego domu.

Nadproża grubości złożonej gazety

Mój sąsiad, chcąc zaoszczędzić na kosztach eksploatacji budynku, nie wykonał szamba szczelnego, lecz przy samym budynku wkopał w ziemię trzy kręgi o średnicy 600 mm i połączył je szeregowo z odpływem do gruntu z trzeciej studzienki. Studzienki te szybko napełniły się ściekami bytowymi, które wnikały w grunt przy narożniku piętrowego budynku. Właściciel sprzedał znajdujący się w dobrym stanie obiekt. W domu zamieszkały cztery osoby, więc i ścieków sanitarnych było dość dużo. W bardzo krótkim czasie ściany na piętrze budynku i stropodach popękały, co zostało spowodowane osiadaniem narożnika przy istniejącym szambie.

Cały budynek jest posadowiony na suchym gruncie (wilgotność naturalna), a narożnik przy szambie był podlewany ściekami. Nasączony wilgocią grunt utracił nośność i osiadł. Pojawiły się pęknięcia ścian i stropodachu. Na prostym przykładzie wyjaśniłem właścicielowi, na czym polega to zjawisko: jeżeli człowiek stanie w rozkroku jedna nogą na suchym gruncie, a drugą postawi na gruncie nawodnionym, to grunt nawodniony tracąc wytrzymałość powoduje osiadanie nogi tam postawionej. Są to prawa przyrody, których człowiek nie jest w stanie zmienić. Z chwilą wykonania osiedlowej sieci kanalizacji ściekowej i podłączenie ścieków sanitarnych do kanalizacji, zjawisko to się zatrzymało.

A oto inny przykład niefrasobliwości inwestora. Na posesji, na której został wzniesiony budynek przedstawiony w DACHACH 5/2011, według projektu przy drodze dojazdowej do posesji miał być zbudowany bezodpływowy zbiornik na ścieki sanitarne. Tymczasem inwestor kupił tzw. przydomową biologiczną oczyszczalnię ścieków, z odprowadzeniem ścieków do rowu przydrożnego. Popełniano tutaj wiele błędów budowlanych! Sprawa dojścia do budynku w obrębie posesji nie została rozwiązana poprawnie – przejście jest karkołomne! Odległość od wejścia na posesję do budynku wynosi około 50 m. Z odczytu poziomic na mapie geodezyjnej wynika, że różnica wysokości pomiędzy wejściem na posesję a terenem przy budynku wynosi h = 3,50 m, spadek wynosi więc 7%. Ponieważ od strony wejścia do budynku jest ściana fundamentowa, wystająca ponad teren około 1,5 m do spodu schodów, stąd h = 3,50 + 1,50 = 5,00 m, spadek wynosi więc: s = 5,00 : 50,00 = 0,1, czyli 10%.

Wg § 17.1. rozporządzenia ministra infrastruktury z 12 kwietnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych, jakim po winny odpowiadać budynki i ich usytuowanie (Dz.U. nr 75 z 15 czerwca 2002 r. – poz. 690), pochylenie podłużne dojść nie może przekraczać 5%, a poprzeczne 2%. Według § 70 przy wysokości pochylni ponad 0,5 m (a tutaj mamy ponad 5,0 m) nachylenie wynosi 6%. Pochylnia o długości ponad 9 m (tutaj jest 50 m) powinny być podzielone na krótsze odcinki przy zastosowaniu spoczników o długości co najmniej 1,4 m. Długość poziomej płaszczyzny ruchu na początku i na końcu powinna wynosić co najmniej 1,5 m. Spoczniki na trasie 50 m spowodują zwiększenie spadku pochylni na odcinkach między nimi. A gdzie jest miejsce postojowe dla samochodu szerokości 2,3 m i długości 5,0 m (dla niepełnosprawnych szerokość 3,6 m i długość 5,0 m)?

Analizując plan zagospodarowania działki spotykam dalsze budowlane pułapki. Dotyczą one zagospodarowania posesji:

  • instalacja wodociągowa – na razie nie ma instalacji wodociągowej, zostanie ona wykonana później przy drodze dojazdowej. Jednak ze względu na usytuowanie budynku w najwyższym punkcie posesji, woda wodociągowa nie dojdzie do budynku, konieczna będzie stacja podwyższania ciśnienia,
  • pojemnik na odpady stałe – niezależnie od miejsca przy furtce, konieczne jest jeszcze inne miejsce bliżej budynku, bo trudno z każdym śmieciem chodzić około 60 m,
  • odprowadzanie ścieków bytowych. Zgodnie z planem zagospodarowania posesji ma się na niej znajdować zbiornik bezodpływowy na nieczystości ciekłe. To jest poprawne rozwiązanie. Jednak mając na uwadze nieprzekraczalną linię zabudowy, zbiornik powinien być usytuowany powyżej tej linii. Jednak nie jest tak.

Jak wskazuje sama nazwa, przydomowa oczyszczalnia ścieków powinna być położona w pobliżu budynku, z którego odbierane są ścieki. Lecz do budowy takiej oczyszczalni nie nadają się grunty gliniaste. Odprowadzanie oczyszczonych ścieków jest możliwe do rowów melioracyjnych (nie ma tutaj takich) lub cieków albo zbiorników powierzchniowych (też ich tutaj nie ma). Budowa oczyszczalni przydomowej wymaga pozwolenia wodno–prawnego. Głębokość posadowienia rur rozprowadzających wynosi od 0,6 do 1,2 m poniżej terenu – a tutaj głębiej zalegają gliny. Osobiście byłem na posesji, oglądałem opisywaną oczyszczalnię. Stwierdziłem brak pokrywy betonowej – było tylko byle jakie luźne przykrycie plastikową przykrywką. Inna sprawa. Długość rury dopływowej wynosi ok. 60 m. Na tej długości ścieki ulegną ochłodzeniu i oczyszczalnia nie będzie w stanie oczyszczać zimnych ścieków. Ochłodzone ścieki spowodują osiadanie tłuszczu w rurze dopływowej, która wskutek tego szybko utraci drożność. Na tej długości muszą znaleźć się studzienki rewizyjne do kontroli i przepłukiwania rurociągu, który powinien być ocieplony! Zbiornik należy posadowić w wykopie na warstwie piasku z cementem. To są elementy ulegające zakryciu i dlatego przed zabudową muszą zostać sprawdzone i odebrane przez inspektora nadzoru inwestorskiego! Rura doprowadzająca ścieki do oczyszczalni musi mieć przed wlotem rewizję – nie zauważyłem tego. Poza tymi opisanymi popełnione zostały także inne błędy, które sprawiają, że obiekt budowlany musi być rozebrany i zastąpiony zbiornikiem bezodpływowym. W tych warunkach jest to jedyne poprawne rozwiązanie.

Projekt zagospodarowania posesji jest nieaktualny. O ile w ogóle można mówić o projekcie, gdyż jak wskazuje nazwa szkicu, jest to po prostu zwykły obrazek narysowany przez kogoś zupełnie nie mającego pojęcia o wymogach i przepisach prawa budowlanego (a więc przez osobę bez wykształcenia budowlanego i uprawnień – jak przypuszczam). Na „planie” brakuje różnych innych istotnych elementów zagospodarowania posesji (wyjścia z garażu na podwórze, brak budynku gospodarczego, brak schodów, brak muru oporowego z tyłu itd.).

I jeszcze jedna budowlana pułapka na tym budynku. Zdjęcie przedstawia błędnie wykonane nadproża nad otworami drzwiowymi. Można właściwie przyjąć, że nadproży… nie ma – pręty zbrojeniowe otula cieniutka warstwa betonu. Wykonawca robót nie wiedział, że element żelbetowy ma dwie strefy: dolną rozciąganą, gdzie potrzebne są pręty zbrojeniowe i górną, powyżej zbrojenia – ściskaną. W przypadkach pokazanych na fotografiach nie ma strefy ściskanej, takie nadproże ma zerową nośność. Jak widać na fot., wystarczyło zamocować deskę szalunkową, położyć pręty zbrojeniowe i pręty przykryć cienką warstwą betonu. Jest to struna nie mająca żadnej wytrzymałości. Gdy beton już będzie miał odpowiednią wytrzymałość, po zdjęciu szalunku, nadproże spadłoby po prostu, gdyby murarz zaczął murować ścianę nad otworem. W przypadku murowania z pustaków, bloki klinują się wzajemnie i całość jakoś się trzyma. To grozi awarią!
Wnioski

Należy opracować nową, poprawną dokumentację i usunąć popełnione błędy budowlane, czyli opracować nowy projekt. Zadanie to należy bezwzględnie zlecić projektantom, którzy poza formalnymi uprawnieniami budowlanymi dysponują wiedzą techniczną. Absolutnie nie wolno zatrudniać do tego dotychczasowych projektantów i wykonawców robót!

inż. Edmund Ratajczak
 

Źródło: Dachy, nr 10 (142) 2011
PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Artykuły ekspertów

- Reklama -

Polecane firmy

Polecamy


 


 

Który model dachówki ceramicznej płaskiej jest Ci najbardziej znany?








GŁOSUJ

Które okna dachowe (Twoim zdaniem) montujesz najszybciej?







GŁOSUJ