Budowlana zadyszka

Ocena: 0
1901

Pojawiają się niepokojące objawy gospodarczej zadyszki w branży budowlanej. Choć większość wskaźników budzi zadowolenie, to eksperci wskazują na czające się problemy, które łatwo mogą się pogłębić i doprowadzić do trudnej sytuacji w branży.

Przetargi są unieważniane, brakuje rąk do pracy, a ceny rosną. Przykład: GDDKiA rozwiązała umowę z wykonawcą S8 pomiędzy węzłami Marki i Kobyłka
Fot. GDDKiA

Wskazuje się, że główną, choć nie jedyną przyczyną problematycznej sytuacji jest niewłaściwa – podobnie jak kilka lat temu – polityka rządu w uruchamianiu inwestycji finansowanych z funduszy unijnych.

Samorządy i spółki skarbu państwa zamiast przygotowywać inwestycje nie czekając na przyznanie funduszy unijnych tracą cenny czas, bo do pracy zabierają się dopiero po zapadnięciu decyzji. W ten sposób duża ilość inwestycji w całym kraju kumuluje się w czasie i niektóre z nich nie znajdują chętnych wykonawców. Ponadto taka sytuacja ma wpływ na wzrost cen – zwiększony popyt na realizacje inwestycji przynosi ogromny wzrost cen materiałów budowlanych, urządzeń, surowców oraz cen za wykonawstwo. W ubiegłym roku wzrost ten wyniósł od 20 do 30%, a niektóre materiały – np. drewno i płyty OSB podrożały nawet o 40%, z kolei granit – o ponad 100%.

Z drugiej jednak strony wyceny robót proponowane w przetargach przygotowanych z wyprzedzeniem nie są adekwatne do aktualnych cen. Powstaje zaklęty krąg.

Sytuację pogarsza fakt, że nawet jeśli aktualne ceny materiałów i robocizny są zawyżone przez kumulację inwestycji współfinansowanych przez Unię, to częste są sytuacje, że oferenci proponują ceny nawet aż dwa czy trzy razy wyższe niż przewiduje to dokumentacja przetargowa. Wykonawcy generalnie narzekają na źle skalkulowane, zaniżane koszty wykonawstwa, natomiast jednostki rozpisujące przetargi narzekają na oferentów żądnych astronomicznych zysków. Ta nieadekwatność ceny przetargowej i ofertowej przyczynia się bardzo do opóźnień wielu ważnych inwestycji, np. w drogownictwie. Przetargi są unieważniane i rozpisywane na nowo. Czas i pieniądze uciekają.

Największym natomiast problemem branży budowlanej jest brak rąk do pracy. Różne źródła szacują, że polska budowlanka potrzebuje aż od 100 do 150 tysięcy dodatkowych pracowników. Nie wystarczą chętni z Ukrainy. Eksperci wskazują, że polski rząd powinien zatroszczyć się o dopływ siły roboczej z innych krajów, np. z Chin czy Wietnamu, ale takiej woli nie ma.

W obecnej sytuacji budowlanej zadyszki to małe gminy są w najgorszym położeniu. Ich budżet źle znosi konieczność unieważniania przetargów na inwestycje. Grozi im wtedy utrata unijnego dofinansowania, które sięga nawet 75% inwestycji. Te pieniądze są szansą na rozwój i poprawę sytuacji gminy. Mając jednak mały budżet, nie zawsze są one w stanie przesuwać środki z innych zadań. Aby więc nie stracić unijnego dofinansowania, gminy biorą pożyczki na pokrycie różnicy w cenach. Niestety, wiele samorządów zadłużyło się w ten sposób już podczas realizacji inwestycji w poprzedniej unijnej transzy finansowej.

Różne analizy branży budowlanej wskazują na jedno – że problemy z unieważnianymi przetargami i kondycją branży będą się pogłębiać. Tym bardziej, że robót budowlanych opartych na przetargach będzie przybywać, bo w roku 2020 kończy się okres unijnych projektów, w których Polska otrzymała około 80 mld euro do wydania.

Źródło: Dachy, nr 6 (222) 2018

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ: