Informacje dla dekarza, cieśli, blacharza, architekta, projektanta, konserwatora i inwestora. Błędy, usterki, wilgoć i zacieki. Budowa, remonty i naprawy. Dachy płaskie, zielone i skośne. Dachówki, blachodachówki, łupek, gont, folie, papy, blachy. Konstrukcje, materiały, wykonawstwo. Więźba dachowa, drewno i prefabrykaty. Kominy i obróbki. Okna dachowe. Narzędzia i urządzenia. Izolacje i wentylacja. Informacje dla dekarza, cieśli, blacharza, architekta, projektanta, konserwatora i inwestora. Błędy, usterki, wilgoć i zacieki. Budowa, remonty i naprawy. Dachy płaskie, zielone i skośne. Dachówki, blachodachówki, łupek, gont, folie, papy, blachy. Konstrukcje, materiały, wykonawstwo. Więźba dachowa, drewno i prefabrykaty. Kominy i obróbki. Okna dachowe. Narzędzia i urządzenia. Izolacje i wentylacja.
Informacje dla dekarza, cieśli, blacharza, architekta, projektanta, konserwatora i inwestora. Błędy, usterki, wilgoć i zacieki. Budowa, remonty i naprawy. Dachy płaskie, zielone i skośne. Dachówki, blachodachówki, łupek, gont, folie, papy, blachy. Konstrukcje, materiały, wykonawstwo. Więźba dachowa, drewno i prefabrykaty. Kominy i obróbki. Okna dachowe. Narzędzia i urządzenia. Izolacje i wentylacja.

Dekarz z zamiłowania. Wywiad

Ocena: 4.7
5087
Rozmowa z Waldemarem Klimkiem, mistrzem dekarsko-blacharskim mieszkającym w Niemczech. Opowiada o swojej karierze, latach nauki, dzięki którym zdobył obecną pozycję. Mimo młodego wieku posiada wiele dyplomów, świetnie prosperującą firmę dekarsko-blacharską i chęć na kolejne trudne dachy.

Waldemar Klimek na własnoręcznie pokrytym dachu kościoła w rodzinnej Suchej

Piotr Roznowicz, DACHY: Jak to się stało, że znalazłeś się w Niemczech?

Waldemar Klimek: Pochodzę z Opolskiego, jak niemal wszyscy w tamtym regionie mieliśmy rodzinę w Niemczech. W wakacje 1988 r. pojechaliśmy w odwiedziny do Witten. Na miejscu okazało się, że rodzice uzgodnili, że mama z nami (ze mną i bratem) zostaje w Niemczech, ojciec dojedzie, gdy tylko będzie mógł. Mógł dopiero po 2 latach. Zdałem wówczas do III klasy budowlanej szkoły zawodowej. Trzeba było zacząć żyć od nowa.

Trudno było na początku?

Jasne. Przede wszystkim z powodu języka, którego nie znałem. Najpierw musiałem zaliczyć kurs językowy. Mimo ukończenia dwóch klas zawodówki nauk€ zacząłem od nowa, czyli zapisałem się do niemieckiej szkoły zawodowej o profilu ściśle dekarskim. Z przedmiotów nauczanych w szkole byłem  dobry, zwłaszcza z matematyki i fizyki – pod tym względem polska szkoła przewyższała niemiecką. Dobry byłem także w rysunku technicznym i zajęciach praktycznych. Nauka szła mi tak dobrze, że już podczas drugiego roku nauki w szkole zawodowej w Esloh zostałem oddelegowany do szkoły mistrzowskiej, żeby zademonstrować to i owo najsłabszym uczniom.  Stawiano mnie za wzór: oto uczeń który dopiero uczy się dekarskiego fachu, a  umie rzeczy, których nie umieją kandydaci na mistrzów dekarskich.

Jeśli chodzi o praktykę, to byłem wręcz nadgorliwy. Gdy dostałem zadanie, to nie poprzestawałem na jego wykonaniu, ale zawsze robiłem jeszcze coś dodatkowo, ponadprogramowo. Dzięki umiejętnościom i zapałowi program szkoły 3-letniej zaliczyłem w dwa lata.

Czy mieszkając jeszcze w Polsce pracowałeś już gdzieś?

Pomagałem ojcu, który miał zakład blacharsko-dekarski. To rodzinna tradycja, bo i mój dziadek jeszcze przed II wojną pracował na dachach. Swój warsztat mieścił w jednej taczce: narzędzia dekarskie, młotki, lutownica dekarska na karbid.

Ile lat trwa szkoła zawodowa dekarska w Niemczech? Czy polska szkoła okazała się pomocna?

Polska zawodówka niewiele mi dała, jeśli chodzi o zawód – była to po prostu szkoła wielozawodowa. Owszem, przygotowała mnie nieco teoretycznie, ale praktycznie słabo. Wszystkie umiejętności praktyczne wyniosłem jednak z domu, nauczyłem się u ojca.

Moja niemiecka zawodówka była szkołą ściśle dekarską. Nauka trwa 3 lata, po jej ukończeniu zdaje się jeszcze egzamin na czeladnika. W czasie nauki na 4 miesiące wyjeżdża się do centralnej szkoły dekarskiej, gdzie uczy się tylko praktyki i ścisłej teorii związanej z dachem. Pobyt tu jest podzielony na 4 etapy. Jeden to nauka o dachach z dachówek, drugi o dachach płaskich, papach, membranach, trzeci to blachy: rynny, opierzenia, obróbki, czwarty: fasady. W sumie w szkole centralnej uczy się tego samego co w zawodowej, lecz dokładniej.

Każdy uczeń, który zaliczy szkołę na ocenę co najmniej dobrą, może o pół roku skrócić naukę i przystąpić do egzaminu na czeladnika już w zimie, zamiast w lecie.

Ile trzeba być czeladnikiem, żeby można było awansować na mistrza?

Nie ma tu sztywnych reguł. Raczej żaden pracodawca nie przyzna absolwentowi zawodówki z tytułem czeladnika wyższych stawek wynagrodzenia. Wszystko zależy od umiejętności. Bywa że czeladnik pracuje po prostu jako wykwalifikowany dekarz. Od razu po szkole mało kto dostaje naprawdę odpowiedzialne zadania, w których może się wykazać. Wiadomo, majster najpierw obserwuje nowego i rozpoznaje, co on umie. Ale trzeba powiedzieć, że w Niemczech wbrew pozorom nie każdy lubi się chwalić swoimi umiejętnościami.


Dlaczego?

Bo jeśli się pokaże, że umie się więcej, trzeba też więcej pracować. Skomplikowane obróbki zawsze będą wtedy „przypisane” do danego człowieka. A zarobki… No cóż, nie każdy szef spieszy się z dodatkowym wynagrodzeniem za wysiłek przy projektowaniu i wykonywaniu obróbek.

Ile lat trzeba być czeladnikiem, żeby otworzyć firmę i zostać mistrzem?

Gdy ja skończyłem szkołę zawodową (1998-99), to trzeba było przepracować 5 lat jako czeladnik i dopiero potem można było iść do szkoły mistrzowskiej. Nauka tu jest płatna, ale państwo przyznaje stypendia. Dzisiaj takich szkół jest sporo, ale dawniej na miejsce trzeba było czekać ładnych parę lat. Ja zapisałem się „w kolejkę” do szkoły mistrzowskiej w tym samym dniu, w którym zdałem egzamin na czeladnika. Miejsce przyznano mi po ponad 4 latach. Przez ten czas nie siedziałem bezczynnie, lecz chodziłem do szkoły wieczorowej, bo pomyślałem, że potem będzie mi łatwiej zdać egzaminy.


Program „mistrzowskiej” wieczorówki jest podzielony na dwa działy, teorię i praktykę. Teoria to pedagogika i księgowość. Pedagogika jest potrzebna, ponieważ mistrz kształci potem uczniów, a nie wolno mu tego robić bez uprawnień. To trwa ok. roku (cała nauka w systemie wieczorowym trwa ponad 2 lata, w systemie dziennym 9 miesięcy). W prowadzeniu własnej firmy naprawdę przydaje się znajomość zasad księgowości.

Nauka praktyczna polega np. na tym, że trzeba nauczyć się wszystkich wariantów krycia kosza łupkiem czy poznać wszystkie wersje zakończeń okapu.

Czym kończy się szkoła?

Egzaminem, najpierw teoretycznym, potem praktycznym. Praktyczne zadanie egzaminacyjne losuje się po zdaniu części teoretycznej. Po losowaniu ma się 3 tygodnie na przygotowanie i przećwiczenie zadania. Ja wylosowałem główny kosz w łupku, musiałem więc wykonać rysunek zadania, linie trasowania, wymierzyć i zaznaczyć kąty itp. Ten projekt ocenia komisja egzaminacyjna, zanim dopuści do właściwego egzaminu praktycznego.

Zaliczony egzamin uprawnia do posługiwania się tytułem mistrza dekarskiego i do otwarcia własnej firmy dekarskiej. W Niemczech posiadanie tytułu mistrzowskiego jest niezbędne do otwarcia samodzielnego zakładu. Ale nie wszyscy mistrzowie otwierają własne firmy, niektórzy wolą pracować u innych.

Czy jest popyt na mistrzów?

I to jaki! Ogłoszeń typu „Dam pracę mistrzowi…” jest bardzo dużo. Mistrz nie ma więc problemów z pracą. Ale oczywiście odpowiednio się ceni.



Ile trwało, zanim Ty otworzyłeś swoją firmę dekarską?

Od początku wiedziałem, że chcę mieć własną firmę. Ale ja chciałem jeszcze więcej. Spotkałem wielu mistrzów dekarskich, ale tylko niewielu z nich było mistrzami blacharskimi. W Niemczech jest to dokładnie rozróżniane. Chciałem się wyróżnić spośród innych dekarzy w okolicy. Znowu więc zapisałem się do jeszcze jednej szkoły, do mistrzowskiej klasy blacharskiej.

Ale to nie wszystko. Żeby zdobyć dyplom mistrza blacharskiego, trzeba ukończyć kurs spawacza, bo mimo że blach dachowych się nie spawa, to trzeba umieć obchodzić się z każdym rodzajem blachy.

W szkole blacharskiej można wybrać jeden z dwóch kierunków: albo blacharz artystyczny albo budowlany. Zasady egzaminowania są podobne jak w szkole dekarskiej. Jako zadanie wylosowałem pokrycie fragmentu połaci dachowej z kominem, oknem, fragmentem okapu i kalenicy. To zadanie utrudniłem sobie na własne życzenie. Otóż zleciłem wykonanie własnego modelu dachu, bardziej skomplikowanego. Ale na wszystko miałem taką samą ilość czasu co inni egzaminowani, czyli trzy dni po 8 godzin. Zawziąłem się tak bardzo, że uzyskałem 94 punkty na 100 możliwych – do tamtej pory w historii szkoły nikt jeszcze nie uzyskał tak dużej liczby punktów na egzaminie. Moją pracę chcieli zatrzymać w szkole jako model poglądowy.

2 tygodnie po uzyskaniu dyplomu blacharza otworzyłem własną firmę.

Jak było na swoim?

Nie narzekałem. Do firmy przyjąłem ojca, a że byliśmy już znani z innych firm, gdzie pracowaliśmy, to nie cierpieliśmy z powodu braku zleceń. Słyniemy z dokładności. Żadnego detalu nie odpuszczamy. W Witten, gdzie mieszkam, działają 24 firmy dekarskie, ale bez fałszywej skromności powiem, że jesteśmy na topie. Konkurencja również to przyznaje. Lubię się tym chwalić, bo to zależy wyłącznie ode mnie i jest moim osobistym osiągnięciem.

Ile osób zatrudniasz w firmie?

Cztery osoby łącznie ze mną i żoną prowadzącą sprawy biurowe. Chłopaki pracują ze mną od 11 lat, znamy się na wylot. Dużo się u mnie nauczyli, spokojnie mogliby podchodzić do egzaminu na mistrza dekarskiego. Rozumiemy się doskonale, dobrze nam się współpracuje.


Czy każde zlecenie przyjmujesz?

Nie każde. Wybieram te trudniejsze, nie zależy mi bowiem na prostych dachach. Takie potrafi zrobić każdy, więc i konkurencja jest spora. Ja zaś nie lubię tłoku. Wiem, co potrafię i nie zamierzam pracować za niskie stawki. Jestem referencyjnym wykonawcą uznanych producentów blach dachowych. Lubię się pogłowić przed robotą.

Łatwo jest ci przekonać inwestorów do swoich cen, mocno o nich zabiegasz?

Daję sobie radę. Przed przygotowaniem oferty dla inwestora najpierw wręczam mu listę swoich byłych klientów, z adresami i telefonami. Niech sam sprawdzi, czy byli ze mnie zadowoleni. I ci, którym naprawdę zależy na dobrym wykonawstwie, wracają. Reklamują mnie sami inwestorzy. Gdy po zakończonej budowie pytam klienta, dlaczego wybrał mnie, mimo że moja oferta była najdroższa, słyszę – rozmawiałem z pańskimi poprzednimi klientami.

Czy masz jakiś ulubiony materiał pokryciowy?

Tak, każdy trudny. Wybieram takie dachy, od których większość wykonawców stroni, bo wiedzą, że trzeba im poświęcić o wiele więcej czasu, a i tak nie zawsze uda się je zrobić. Lubię, gdy potem koledzy zastanawiają się, jak zrobiłem daną obróbkę i dlaczego. Moim celem jest być najlepszym dekarzem-blacharzem w całych Niemczech.

Mówiąc poważnie, to lubię zajmować się starymi dachami, naprawiać je, rekonstruować sposoby dawnego krycia. Najchętniej z karpiówki albo z łupka. Zresztą sposób mojego działania też jest raczej „starodawny”, rzadko używam komputera do projektowania detali, przeważnie stosuję metodę ołówka i rysunku odręcznego, ewentualnie modeli z kartonu.


Czy masz czasem zlecenia z Polski?

Bywa sporo zapytań, ale gdy dochodzi do konkretnych rozmów, to inwestorzy rezygnują. Jestem po prostu za drogi. Gdy w kosztorysie ujmę swoje stawki za robociznę, to moje oferty wypadają najdrożej, a polscy inwestorzy wciąż jeszcze na pierwszym miejscu stawiają cenę. Nie patrzą w przyszłość, chcą mieć po prostu tanio. W tych przetargach, do których stawałem, zauważyłem też niestety spore pole manewru dla manipulantów, żeby nie nazwać tego inaczej. Warunki często są tak ogólne, że nieuczciwy dekarz znajdzie okazję do oszczędności kosztem inwestora. Np. drut ocynkowany – zadzwoniłem do projektanta, żeby dopytać m.in. o grubość warstwy cynku. Projektant myślał, że sobie z niego żartuję – on po prostu wpisał drut ocynkowany, a jaki wykonawca kupi, to mniejsza o to. W Niemczech w warunkach trzeba podać dokładnie jego grubość, grubość powłoki itd. Drut jest tani, ale jeśli tak dzieje się z o wiele droższą blachą czy dachówkami?...

Ile dachów realizujesz w ciągu roku?

Nie licząc małych zleceń, typu mały daszek nad wejściem, pojedyncze lukarny itp., w ciągu roku moja firma robi ok. 5 dachów w całości. Wydaje się, że to mało, ale ja naprawdę wkładam dużo serca w swoją pracę, nie idę na łatwiznę. Nigdy nie używam silikonów itp. mas uszczelniających. Wszystko jest wykonane z blachy. U mnie funkcjonalność i estetyka stoją przede wszystkim. Nic więc dziwnego, że moje stawki są raczej wysokie. Jestem najdroższym dekarzem w swoim mieście (a działają tu 24 zakłady dekarsko-blacharskie), a mimo to nie narzekam na brak zleceń. Bywają klienci, którzy potrafią na mnie czekać nawet 3 lata – bo chcą, żebym to właśnie ja pracował na ich dachu. Wiedzą, że mogą mi zaufać w 120%. Staram się spłacić z nawiązką ten kredyt zaufania.

Musisz być więc dobrze wyposażony w sprzęt.

Nie zawaham się powiedzieć, że jestem chyba najlepiej wyposażoną w sprzęt i maszyny firmą dekarską w okolicy: kilka aut, wiele maszyn do blachy, świetnie wyposażony warsztat. To podstawa w naszej branży, dzisiaj nie da się pracować tylko nożycami i młotkiem. Cały czas ogromną część zysków inwestuję w firmę, i to nie tylko w maszyny, ale i w ludzi. Odkąd mam firmę, tj. od 1999 r., wciąż zatrudniam tych samych dwóch chłopaków. Umiejętności zdobytych u mnie, nie zdobyliby nigdzie indziej.


Praca nie wyczerpuje twojej aktywności…

Staram się pomagać innym, którym gorzej się powiodło. Współpracuję z kościołami, zarówno w rodzinnej Suchej, jak i w Niemczech. Nierzadko wykonuję roboty na rzecz kościołów, wpłacam datki, staram się pomagać potrzebującym. W DACHACH opisywałeś dach na kościele w Suchej. Na własną rękę sprowadziłem rusztowania, postawiliśmy kontener z warsztatem. To jest taka moja „perełka”, o którą zawsze chciałem zadbać. Odrestaurowałem wieżę i część dachu, tak jak już to planowałem w młodości. To jest mój wkład w tradycje mojej „małej ojczyzny”.

Dziękuję za rozmowę.

Zdjęcia przedstawiają niektóre z realizacji mistrza dekarsko-blacharskiego Waldemara Klimka

Źródło: Dachy, nr 9 (141) 2011
PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Aktualności

SunRoof, międzynarodowy startup tworzący dachy solarne 2w1 i technologię do zarządzania energią, nawiązał współpracę z Polskimi Hurtowniami ...

Polski rynek firm z sektora dekarskiego dynamicznie się rozwija. Rodzimi producenci proponują coraz to nowe technologie i produkty, które us...

Trybunał Sprawiedliwości potwierdził prawo Komisji Europejskiej do ustalania priorytetów w zakresie spraw z dziedziny konkurencji. Swoją dec...

Grupa PSB Handel S.A. śledzi ceny wiodących materiałów dla budownictwa oraz domu i ogrodu, co pozwala obserwować zmiany trendów, które oddaj...

Eksperci Akademii CREATON spotkali się już z ponad 450 dekarzami podczas 120 wizyt przeprowadzonych w ramach trwającej od maja V edycji akcj...

Ruukki Construction kontynuuje strategię rozwoju i inwestuje około 4 miliony euro w nową linię produkcyjną systemów rynnowych w swoim zakład...

Leksykon dachów

W budynkach bez stropów drewnianych oraz w celu uzyskania większej, wolnej przestrzeni pod dachem mają zastosowanie konstrukcje dachowe bez ...

  Podobno każdy człowiek rodzi się z jakimś darem bożym, który powinien w swoim życiu doczesnym odkryć i rozwinąć. W naszych czasach jest...

Jednym z wielu problemów dawnego budownictwa były odpowiedniej jakości dachy. Miały one bowiem chronić budynki nie tylko przed niekorzystnym...

  W odległych czasach największym szacunkiem cieszyli się ludzie starsi, tzw. starszyzna plemienna, prezentująca doświadczenie i wiedzę. ...

Dziś okna dachowe stanowią dopracowany technicznie element standardowego wykończenia budynku. Ich historia to około 150 lat pomysłów, techni...

Najbardziej znaną wieżą w naszej kulturze jest biblijna wieża Babel, która budowana przez ludzi miała sięgać nieba, za co Bóg ukarał ich, mi...